Louis Vuitton, buty na deskę – i co jeszcze?

Kilka dni temu nagłówki zrobił news, że Virgil Abloh spod szyldu Louis Vuitton daje nam pierwsze buty do jazdy na desce od marki high fashion – a dokładniej promodel dla Luciena Clarke’a. Natychmiastowo mamy wielkie „wow”, od razu poszła reklama do Trashera, dla bycia bardziej wiarygodnym.

To że wielkie modowe marki romansują z deskorolką, to nie jest żadne odkrycie. Lata tamu się nią inspirowały, teraz coraz częściej nawiązują bezpośrednie relacje. Business is business. Ja nie bronię nikomu zarabiać pieniędzy. Niemniej patrząc na nowy twór od Virgila i Louis Vuitton zadaje sobie pytanie – dla kogo to? Już pomijam fakt, że jak na Abloha przystało, wszystko wygląda jakbyśmy już gdzieś to widzieli – od razu padły hasła że przypominają dawne modele od DC – ale wiemy jaki poziom oryginalności nasz „projektant” reprezentuje. Wracając do pytania – kto jest tego odbiorcą? Czy to nie jest już wycieranie sobie gęby kulturą skateboardową, bo nie oszukujmy się – kogo będzie stać na buty do jazdy za 1000$? Będzie te ileś osób szukających poklasku na IG, ale finalnie to i tak trafi do ludzi z grubszym portfelem, którzy chcą być modni, a z deskorolką ich łączy tyle, że widzieli góra 1min filmu skate’owego na społecznościówkach. I to przez przypadek. 

Zastanawia mnie to w tym kontekście, czy to może nie będzie już zjadanie swojego ogona. Deskorolka z całą swoją otoczką to już od dawna nie jest żadna nisza, a mainstream, pomimo że ciągle w niej jest zakorzeniona postawa antysystemowa, chodzenie pod prąd. Skutkiem tego jest fakt, że wiele dziedzin chce się na tej deskorolce wybić. Jestem w stanie zrozumieć ideę Virgila, że chce on łączyć te dwa światy – high fashion i skate – ale trochę mi to przypomina jak nasz były prezydent rzucił hasłem „zmień pracę, weź kredyt”. Chodzi mi o oderwanie od rzeczywistości. Życie w bańce, że wszystko jest piękne, wszystko można, wystarczy chcieć. Chyba wszyscy wiemy, że rzeczywistość jest znacznie bardziej brutalna. Fajnie że LV ma skate-team – lecz inni deskorolkowi prosi tego szczęścia nie mają aby w nim być i gdy kończy się ich kariera na desce, to wcale nie ma milionów na koncie, bo nie byli tak medialni. Powoli mi to wszystko trąci hipokryzją.

Widzimy co się stało z Dunkami od Nike’a – jak po latach niełaski ponownie wróciły na szczyt, że praktycznie każde wydanie schodzi na pniu, a ceny na rynku wtórym bywają zawrotne. Ale taki urok mody. Niemniej Dunki to buty ~100$, czyli z założenia coś w zasięgu większości osób, które jeżdżą na desce. LV model Luciena tak naprawdę kieruje do swojego klienta, aby mógł się lepiej przebrać w panującą modę. Czyli ile w tym wspierania kultury, z której tak się czerpie, tak chce się z nią bratać?

Ponieważ trochę tych wiosen mam już za sobą, to dla mnie ważna jest autentyczność. Nie mam problemów z obuwniczymi korporacjami, które weszły w rynek deskorolkowy (i którym dość zawładnęły). Robią na nim niezłą kasę, ale ciągle dają coś od siebie, bo w końcu pieniądz robi pieniądz. LV i deskorolka jest dla mnie mydlaną wizją osób żyjących w bańce. Nigdy nie będzie dla mnie to coś wiarygodnego i prawdę mówiąc, im szybciej ten romans się skończy, tym lepiej.

Lucien Clarke Louis Vuitton Pro Model

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.