Podsumowanie roku 2019 (i przegląd kolekcji)

Z początkiem stycznia zwykłem robić podsumowanie minionych dwunastu miesięcy. Nie tym razem. Mógłbym przejrzeć kilka zestawień na innych portalach i z tego coś sklecić. Ale jaki to miałoby sens, w momencie gdy sam tego zbytnio nie śledziłem? To nie tak, że w ogóle na nic nie zwracałem uwagi, lecz zdecydowanie nie poświęcałem temu tyle czasu co przed laty. Stąd bardziej osobiste podsumowanie 2019.

Pomimo tego, że bardziej jednym okiem rzucałem na to co się dzieje w światku obuwniczym, to mój wniosek jest taki sam jak w ciągu ostatnich kilku lat. Nike robi najbardziej pożądane wydania, ma najwięcej „nagłówków”, lecz to co serwuje dla przeciętnego zjadacza chleba to dla mnie czasem żart. Nawet ostatnimi czasy szukałem czegoś stricte performance’owego z odzieży na ich oficjalnym sklepie. Poza tym że nie znalazłem tego czego szukałem, to dobijał mnie fakt, że niby ustawiam filtry wyszukiwania na to co chcę, lecz i tak z każdej strony jestem atakowany odzieżą „a’la sportową” – czyli więcej w niej mody niż wartości sportowo użytkowej bo to ma być do codziennego noszenia. To tylko dobitniej pokazało na czym teraz marki sportowe robią kasę. Moda, moda, raz jeszcze moda, a performance to tak bo wypada, bo to w końcu nasze dziedzictwo. Osobiście aktualnie bardziej cenię markę z trzema paskami, choć od niej w tym roku nie było tyle wydań, przy których można by zbierać szczękę z ziemi. Zresztą nawet ich kampania House Of Classics, stawiająca na klasyczne modele, w białej kolorystyce, z dobrych materiałów, gdzie to nie but ma grać pierwsze skrzypce pokazuje jeden z ich obranych kierunków. But nie jako coś na ołtarzyk, ale do codziennego noszenia. Niezależnie od upodobań, to są dwie marki, które aktualnie trzęsą obuwniczym rynkiem, bo potem mamy większą przerwę i resztę producentów. Tutaj już nie będę się rozdrabniał, gdyż jak wspomniałem – byłoby to sztuczne gdybym nagle zaczął wertować informacje byle o wszystkich napisać.

W 2019 dalej dobrze się miał trend na „ojcowskie buty”, choć czasem miałem wrażenie że to wyrażenie jest nadużywane. Niemniej producenci ciągle patrzyli dwie dekady wstecz serwując wznowienia swoich dawnych biegówek, które jeszcze kilka lat temu brało się za totalne koszmarki 😉 Nieustannie hołdowane jest podejście drogie=fajne, ekscytowanie się butami od projektantów mody itp itd. W mojej opinii to nic innego jak pokłosie hype’u ze sceny sneakersowej, gdzie pożądane/drogie pary zawsze wzbudzały więcej uwagi, co zostało zaadaptowane przez marki high fashion, które do swoich butów utrzymanych w stylistyce sneakersowej dały krągłe ceny od razu targetując sobie klientów (czyt. kogo na nas stać). Z rzeczy które mi wpadły w oko, choć na nic nie byłem dostatecznie zgrzany aby kupić to: Nike Daybreak x Undercover (czarne!), Nike LD Waffle x Sacai, adidas Yeezy 700 V3, adidas ZX4000 4D, New Balance 990 x Aime Leon Dore.

Jak ktoś chce mi zrobić prezent – z przyjemnością przyjmę którąś z tych par 😉

Jak już wcześniej zdarzało mi się wspomnieć – w przeciągu ostatniego roku zrobiłem największe tąpnięcie w ilości posiadanych par. Ponad połowa poszła pod młotek, świetnie się z tym czuję, choć z tyłu głowy ciągle jest myśl, z czym jeszcze mógłbym się rozstać. Czasem się zastanawiam, czy nie podjąć męskiej decyzji i z ~130 par które mi zostały znów nie zjechać o połowę, gdzie już faktycznie człowiek rozstałby się z parami które trzyma z sentymentów a zostawił te, które chce nosić. Może po prostu potrzebuje czasu aby z tą myślą się oswoić, na swój sposób do niej dorosnąć. 

To o czym wspomniałem powyżej skutkuje tym, że po raz pierwszy od lat na koniec roku mam mniej par niż na jego początku, a zakupy jakie poczyniłem przez dwanaście miesięcy, to kiedyś w ciagu dwóch potrafiły być większe. Zabawne jak w ciągu roku człowiek zmienił swoje postrzeganie tego wszystkiego. Jak z wyszukiwania coraz to kolejnej pary, którą może dodać do zbiorów zmienił kompletnie biegun. Patrzę na zestawienie zakupów jak i całości tego co się ma (oba poniżej) – myślę sobie, czy w przyszłym roku dam radę aby zakupów było jeszcze mniej i całościowo znów się ograniczyć? Takie małe wyzwanie na 2020. Dla kogoś to może być „problem pierwszego świata”, ale jak się tyle tego miało, tyle przez ręce przechodziło, tak mocno w tym siedziało – ot tak zmienić podejście to nie jest „wsiadł na rower i pojechał”.

#LPU2019

Swoją drogą, tej stronie dziś wybija dziewięć lat. Szmat czasu. Były wzloty i upadki, a aktualnie można nawet rzec „chujowo, ale stabilnie”. Tak, ze mnie cześć zajawki się ulotniła, często zaczynam coś pisać, ale nie chce mi się tego potem kończyć (albo publikować), że gdzieś ciągle myślę czy warto to w ogóle jeszcze trzymać. Nie wiem. Postaram się opublikować rzeczy, które rozgrzebałem, a później przyjdzie czas na zastanowienie „co dalej”, choć już jakieś przemyślenia w tej kwestii mam… 

Tymczasem najlepszego w Nowym Roku.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.