No images found!
Try some other hashtag or username

#ButologiaTalk – Co to znaczy kolekcja butów?

Jakby na to nie patrzeć – skoro czytasz te słowa, to albo posiadasz kolekcję butów, albo taką miałeś, albo przynajmniej było to w kręgach Twoich zainteresowań aby mieć. Ale właśnie – co to właściwie ta „kolekcja” znaczy? Czy do tego wymagane są uprawnienia, ważna legitymacja sneakerheada?

Jeśli wpiszemy w Google Grafika frazę „sneaker collection” to ukażą się nam zdjęcia całych ścian/podług w butach. Czy to będą Air Force’y we wszystkich kolorach tęczy, każde kolejne J’sy, czy rzeczy teraz bardziej na topie czyli wszelakie Yeezy i inne hype’owe pary. Ale czy jak mówimy „kolekcja butów” to jest jakiś dolny limit? 3 pary? 5 par? Może 15? Bo wiadomo, powyżej 100 to już choroba i najlepiej udać się do lekarza… OK, pożartowałem, tylko boki zrywać.

Jeśli chodzi o kwestię kolekcji butów, to jest to trochę tak jak z określeniem kogoś per „sneakerhead” – czyli trudno jest o jednoznaczną definicję. Coś co dla kogoś będzie kolekcją, dla innego tylko dużą ilością butów, albo odwrotnie, dla kogoś kolekcja a dla innego kilka par na krzyż. Już miałem pisać że to wszystko to stan umysłu, ale przed oczami zobaczyłem wysyp tych wszystkich memów, że stwierdziłem iż trzeba inaczej to określić… Niemniej kwestia „kolekcjonowania”, bycia „sneakerheadem”, to tak naprawdę sprawa indywidualna, gdzie nie ma sztywno narzuconych norm.

Patrząc po sobie – tak, przez lata uważałem się za sneakerheada, choć nigdy nie pałałem miłością do tego określenia. Wertowało się internet, katalogi i książki, zgłębiało wiedzę i tym samym powiększało się swoje zbiory liczone w dziesiątkach potem setkach par. Przez wiele lat na ogrom swoich butów patrzyłem jak na kolekcję do której dokładam kolejny element. Coś z tej marki, coś z tamtej, tutaj ten klasyczny model, jakieś kolabo, teraz coś bardziej na czasie. Z drugiej strony mogą być osoby które przykładowo mają ~10 par wydań OG które trzymają na półce i nie sposób tego nie nazwać kolekcją. Ciągle mam dużo butów, choć mniej jak kiedyś. Czy to dla mnie kolekcja? Będąc szczerym już nie do końca. Nie patrzę na nie jak na jakieś okazy muzealne, tylko to są buty w których chodzę na codzień, lecz mam ich „trochę” więcej niż przecięty zjadacz chleba.

Cała ta kwestia butów to jest zajawka, gdzie nie należy ustalać sztywnych reguł, co wolno, co nie. Oczywiście ciągle będą dyskusje, że coś jest mniej/bardziej prawilne, że nowo napływające dzieciaki to to i tamto. Zawsze to będzie, pytanie na ile jeszcze komuś chce się brnąć w takie dyskusje. Wiadomo, „stara szkoła” jest wierna klasykom, lubuje się w ogromie tych wydań, „nowa szkoła” częściej stawia na hype i resellerkę niż trzymanie stosów pudeł (to tak w sporym uogólnieniu).

Ktoś powie to że co piszę to banał – no że wiadomo iż to co jest kolekcją zależy od posiadacza i ktoś będzie dumny z 5 par inny dopiero z 255. Niemniej według mnie czasem po prostu takie teksty trzeba popełnić, aby sobie przypomnieć że to tylko hobby, aby wrzucić z tym na luz – a jak prowadzić dyskusję w sieci to bez opiętej gumy w gaciach i zgrywania wszystkowiedzących sneaker-vip’ów.

One Comment

  • Ania

    28 czerwca 2019 at 10:15

    Szalenie podoba mi się morał tego wpisu. Od samego początku jak czytałam, myślałam sobie, że hej – przecież wszystko sprowadza się do podejścia. Budujesz kolekcję wtedy, kiedy decydujesz się to robić, kiedy nie tylko zbierasz modele jak pokemony, ale coś o nich potrafisz powiedzieć. Czyli nie tylko kupujesz jak leci, ale pogłębiasz wiedzę i umiesz coś o tych modelach powiedzieć. Dobry tekst!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.