• Zrobiem sobie dusz przerw o wrzucania czegokolwiek na Instagram Po
  • Dawno nie byo Best of butologia 105! soletoday sneakercommunity kicksoftheday
  • Kolejna z par w ktrej dawno si nie grao i
  • Moja kolekcja w piguce W wikszej rozdzielczoci mona zobaczy na
  • Ostatnie zakupy w tym roku Nowy wpis zlpu ju na
  • Miaem to zrobi ju jaki czas temu niemniej wyszo jak
  • Maa podmiana posza Par Epic Reactw miaem od samego pocztku
  • Ostatnimi czasy kontynuuje wyciganie z pude coraz to kolejnych par
  • Na stronie pojawi si nowy odcinek OnFeet gdzie tym razem
  • Przy okazji szalestwa na Black Friday te kilka par kupiem
butologia-podsumowanieroku-2018a

Podsumowanie roku 2018 – część 1

2018 za nami, a ja nie zrobiłem żadnego podsumowania…. Cóż, czas to zmienić 😉 Tym razem jednak nie będę robił tego w formie jednego tekstu – postanowiłem to rozbić na części, aby Wam było łatwiej to czytać i mi to publikować oraz więcej pisać o każdej z marek. Dziś w pierwszej części mowa będzie o sześciu producentach.

Jeśli chodzi o Asicsa to bez dwóch zdań miniony rok uznałbym dla nich za udany. Po przeminięciu mody na Gel Lyte 3 i 5, kiedy to kolaboracje z Ronniem Fiegiem nie są już top topów na scenie sneakersowej, dla marki z Japonii nastały chudsze lata w kategorii lifestyle. Na trend tkanych cholewek przyszli lekko spóźnieni, retro Gel-Mai jakoś wybitnie u Europie nie chwyciło (w Japonii znacznie bardziej je lubią). Dość narzekania – przecież wspomniałem że ten rok był dla nich niezły! Tym razem nie przespali mody na „ojcowskie buty” w kategorii tych lekko udziwnionych biegówek z lat ’90. Takich, które właśnie kojarzyłby nam się z naszymi ojcami… Gel Kayano 5, Gel Kayano Trainer, czy to OG kolorystyki, wydania z Naked albo Harmony Paris – to są buty które wpasowują się w aktualne trendy. Dla mnie to jest spoko – Asics nie musi udawać, tworzyć nowych butów wyglądających jak te sprzed lat, oni po prostu sięgają do swojego archiwum po modele które stworzyli w latach ’90 i dają je ludziom w momencie kiedy jest na to klient. Oczywiście były GL3 choćby z Soleboxem i Atmosem które są spoko – ale niestety widać tutaj że pożądanie przed laty było tylko modą i teraz ludzie już nie płacą horrendalnych sum za te wydania (a nieraz lądują na przecenach).

Converse niewątpliwie zaliczył udany rok. Według mnie ich podstawowy sukces to fakt, że przestali być kojarzeni tylko z jednym modelem w milionie wariantów (czyli tak jak przed laty było z klasycznymi Chuckami). Swoje 5 minut miał model One Star, ileś kolekcji z Tylerem the Cratorem i co dla mnie bardzo spoko – większa dostępność limitowanych wydań u nas w kraju. Klasyka zawsze się będzie sprzedawać, pytanie czy poza All Starami i One Starami Converse’owi uda się do czegoś nas jeszcze przekonać. Powrót Pro Leatherów? Niemniej pod koniec roku już można było dostrzec lekki spadek zainteresowania zarówno One Starami jak i kolekcjami Tylera. A, no i w listopadzie pojawiło się info o ich planowanym powrocie do robienia performance’owych butów do kosza.

Fila to marka z włoskim rodowodem ale od lat w rękach Koreańczyków. Niewątpliwie na fali tych pokracznych, masywnych butów ich model Disruptor grał jedne z pierwszych skrzypiec. Jak im chwyciła jedna rzecz, pojawili się jako „must have” sezonu, to łatwiej było zwrócić uwagę na inne modele. Tutaj także ciepło zostało przyjęte retro modelu Mindblower, czy wpasowujące się w modę V94M czy Ray. Gdzieś tam ciągle w dalszym rzędzie przewijają się nam koszykarskie retro, lecz tutaj nie widać większego zachwytu poza fanami koszykówki. Póki co, wszystko się kręci – ale pozostaje pytanie jak długo. Moda na buty pokroju Disruptorów nie będzie trwała wiecznie i pytanie czy Fila będzie potrafiła odpowiednio wpasować się z ciągle zmieniający się rynek, czy też ponownie przygaśnie jak przed laty. Póki co można im przyznać statuetkę Most Improved Player.

Z Pumą mam od lat ten sam problem. Oni wypuszczają niezłe wydania – ale to trochę wygląda jakby zawsze robili tego za dużo… Nie wiem na ile to nieumiejętność przebicia się na rynku, wytworzenia pożądania na swój produkt, ale gdzieś się trochę utarło, że w przypadku Pumy nie ma co się super spinać w chwili premiery. Jeszcze do niedawna w pełni podpisałbym się pod tezą, że ich katalog retro jest martwy. Jak fajnie Blaze Of Glory czy Disc Blaze by nie były – one są już niemal zaorane. W 2018 mieliśmy jeszcze trochę wydań z okazji 50-cio lecia Suede’ów – kolejna rocznica bez większego echa choć było kilka przyjemnych wydań. ALE. Ktoś tam ruszył głową i można było dostrzec światełko w tunelu. Po pierwsze – Puma Cell. Witamy drugą połowę lat ’90, udziwnione biegówki z wybajerowanymi systemami, to się teraz sprzedaje = retro w czas. Druga rzecz – Puma Thunder, czyli nowy but zgodny z trendami. Nie masz kasy na Balenciagi? Spoko, za znacznie mniej i zapewne wygodniejsze możesz mieć buty Pumy które także idą z nurtem masywnych, przekombinowanych butów. Jak to nie zabrzmi, ale producenci butów aktualnie biorą udział w wyścigu, kto szybciej wpisze się w aktualne trendy, czyj produkt zaskoczy, który będzie hitem sezonu. Wspominałem o tym – marki sportowe trochę się stały takimi z segmentu Fast Fashion, gdzie trzeba szybko zaspokoić zachcianki klienta (jak i próbować wykreować modę na swoje rzeczy). Puma miała swoje 5 minut z Rihanną, lecz żadna współpraca z artystą nie gwarantuje wyprzedawania towaru w moment przez ileś sezonów (szczególnie jak się zwiększa dostępność). Teraz widać że starają się nadążyć za rynkiem – i dobrze, bo w kółko odświeżanie tych samych wydań retro w ich wypadku się nie sprawdza. Oczywiście trzeba jeszcze wspomnieć o ich mocnym (ponowym) wejściu w koszykówkę. Szybko sklecony team gdzie nie żałowali grosza, lecz ciekawe jest to, że póki co ciągle grają jednym modelem. Jak widać taka strategia marketingowa, czekam co przyniesie nam ten rok.

Nie ma się co oszukiwać – Reebok naprawdę ma niemały katalog wydań retro ale nie wiem czemu ciut rozważniej z niego nie korzysta. Dali już odpocząć klasykom jak Classic Leather, Club C, z Workoutami już też trochę przystopowali. Jedną z ich głównych kampanii był model Aztrek – fajna retro biegówka, niemniej trochę się dziwię że to akurat na ten but poszedł tak wielki nacisk a nie na model DMX Daytona (lepiej wpisujące się w modę na drugą połowę lat ’90) i że temat DMX Runów i nas w kraju totalnie przespany (szczególnie przy zalewie wszelakich brzydko-fajnych butów). Trochę to wyglada jakby wiedzieli ze dzwoni ale nie w którym kościele. Reebok rok rocznie stanowi alternatywę dla adidasa i Nike’a, a nie że jest jednosezonowym wyskokiem, chwilową modą. Oni co rok serwują ciekawe rzeczy, ale gdzieś w tym wszystkim czegoś mi brak. Osobiście najbardziej przypadła mi do gustu ich współpraca z Pyer Moss, jako nie nałożenie kolorów na istniejący model tylko faktyczną ingerencje w buta. W tle pojawił się nowy but Allena Iversona, lecz tutaj ponownie bez większego echa to się odbyło.

Vans – firma/marka legenda. Pomimo że jest to wielka korporacja, to i tak ciągle traktowana jest jako ta marka „core skate”, a nie wymienia się ich w jednym zdaniu z Nike SB, adidasem czy Consem. W ostatnich latach osobiście miałem wrażenie że marka jakby stała delikatnie z boku całej sceny sneakersowej. Ich klasyki to ciągle produkt mający zagorzałą rzeszę fanów, lecz mniej słyszało się o jakiś zapierających dech w piersiach współpracach. Już nawet kolejne kolabo z WTAPS tak nie elektryzuje jak dawniej. Niemniej w tym roku jakby coś drgnęło. Odniosłem wrażenie że było więcej tych wydań przykuwających uwagę – choćby kolekcja Van Gogha, NASA, czy seria Inside Out, poprzez fakt że w Polsce zaczęła działać agencja PR która stara się dbać aby o marce pisano (tak, też dostaje ten mailing). Oczywiście nie zabrakło i chwytliwych kolaboracji jak wydanie z CdG czy Norte. Wiadomo, będąc outsiderem nie jest łatwo robić wielki biznes, stąd nie dziwi fakt, że Vans musiał się bardziej podporządkować trendom.

Tyle na dziś z tego podsumowania, jutro dalsza jego część!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.