No images found!
Try some other hashtag or username

#ButologiaTalk – Kilka słów o rynku butów do kosza

Butologia urosła na butach do kosza – i zapewne teraz trwa okres kiedy następuje zmiana, gdy zostają osoby którym pasuje to że piszę o czymś więcej niż o butach do gry, a odchodzą Ci którym nowy sposób prowadzenia strony (a teraz to bloga) nie odpowiada. Ale nie oznacza to że piszę wyłącznie o hype’owych nowinkach albo że temat basketu w ogóle nie jest poruszany – bo dziś chciałem przybliżyć co nieco na temat kondycji segmentu koszykarskiego obuwia sportowego.

W skrócie – regres. Przez duże R. Na początku tej dekady buty koszykarskie miały swoje 5 minut, gdy to one były modne, to je ludzie kupowali do chodzenia na codzień. Zapewne pamiętacie jaka masa kolorystyk wychodziła choćby z Kobasów 8, KD6 czy Lebronów 10. Nie wspominając o J’sach, których wszystkie retro schodziło na pniu. Wszystko co dobre, kiedyś się kończy – ale nie wszyscy potrafią dostrzec to w porę. Buty do gry ustąpiły miejsca innym wydaniom i na swój sposób popadły w niełaskę.

W kwestii Jordan Brand to nie raz wspominałem – sami są sobie winni. Nie wiem czy liczyli że zawsze będzie taka koniunktura jak te kilka lat temu, czy jeszcze coś innego. Jak chyba wszyscy wiemy – zalali rynek wydaniami retro których w pewnym momencie nikt nie chciał kupować a do tego mało dbali o rzeczy poza nimi. Kwestię jakości i ceny już nie poruszam – tego po prostu było za dużo, aby to miało rację się sprzedawać w takiej ilości przez długi okres czasu.

Co robi JB aktualnie? Wypuszcza małą ilość par z retro, aby znów wzbudzić pożądanie. Że buty „z pajacykiem” to coś wyjątkowego. Cóż, na pewno cieszą się resellerzy, choć dla mnie to połowa tych wydań to niby fajna ale jednak bez szału. Ale retro to tylko mały kawałek oferty. Patrząc na to co jest kierowane do tego masowego konsumenta – łooomaaatko. Serio, nie wiem kto zatwierdza te projekty, ale komuś chyba źle chodzi zegarek aby przepuszczać takie rzeczy w 2018. Lecimy – Super.Fly MVP – z sztandarowej niesygnowanej serii ukazał się jakiś potworek. Ostatnio internet obiegły zdjęcia Jordan 89 Racer  – czyli AJ4 spotykają Flyknit Racery. Czy ktoś nie wie że szał na „nitki” się skończył i przykład Zoom Mariah Flyknit Racer pokazał że sukcesu pierwszych Racerów nie da się tak łatwo powtórzyć? Że doklejanie elementów z klasycznych retro do nowych modeli wygląda karkołomnie? Myślałem że przykład hybryd AF1 x AJ pokazał, że ludzie jednak nie szaleją za kopiowaniem rzeczy z J’sów i dawanie ich gdzie indziej. W JB ciągle takie zabiegi stosują. Oczywiście, ciągle jest ten klient zapatrzony w buty „z pajacykiem”, który chce mieć Jumpmana na butach do kosza, do biegania, do codziennego noszenia – ale on jest w mniejszości i na nim JB wzrostów nie będzie robił.#ButologiaTalk - Kilka słów o rynku butów do kosza

Tak jeszcze ogólnie w kwestii JB – nie jest odkryciem, że nowe pokolenie nie wie kim był Mike, albo w żaden sposób się z nim nie utożsamia, nie podziwiała go w akcji. Nie ta tego zżycia co starsze roczniki, które w ciągu ostatnich lat miały szansę „nadrobić stracony czas”, kupić sobie jedno/drugie/trzecie retro buta którego nie mogło mieć za dzieciaka. Albo miało przed laty, dawno zajechane i chce się przypomnieć minione lata. JB miał swoje 5 minut, kiedy za retro chwytali ludzie z sentymentu, jak i podążające za modą osoby co skutkowało tym że słupki sprzedażowe rosły. Teraz nie ma szans aby powtórzyć ten sukces. JB zatracił swoją tożsamość bo przez wypuszczenia nadmiaru towaru ludzie się tym przejedli plus dodatkowo zmienił się rynek. To co trudno dostępne zawsze było pożądane, lecz teraz jest to wywindowane do granic absurdu. Nigdy nie będzie kolejnego Jordana – ani w kwestiach koszykarskich ani w kwestii sprzedaży produktów. Więcej – gdyby MJ pojawił się dziś, nie byłby tym samym MJ’em, jego produkty nie robiłyby takiego „WOW”. Stąd JB musi na nowo znaleźć pomysł na swoją markę lecz patrząc co wypuszczają – w mojej opinii są delikatnie mówiąc w lesie i to głęboko (niemal osobny artykuł mógłby powstać na temat tego, że teraz dzieciaki chcą być raperami/artystami, wieść wygodne życie, a nie zasuwać w pocie czoła aby być światowej klasy sportowcem).

Cały performance zalicza regres sprzedażowy. Powołując się na Matta Powella i jego dane zza oceanu, to zarówno koszykówka, bieganie i inne dyscypliny nie sprzedają się tak dobrze jak wcześniej. Lifestyle/sportswear to jest czynnik który ciągnie marki do przodu. Wbrew pozorom jest to dość oczywiste – łatwiej jest wmówić, aby co sezon kupić to co aktualnie modne do codziennego noszenia, niż przekonywać że potrzebujesz mieć rotację butów do kosza/biegania (gdzie z założenia przy umiarkowanym użytkowaniu to przeciętnemu użytkownikowi wystarcza 1 para na rok). W kwestii kosza należy dodać więcej – tutaj obrót robi USA i Chiny. Tak, Europa nie jest liczącym się graczem w kwestii sprzedaży butów do gry. Prawdę mówiąc mogliśmy to wyraźnie odczuć w ostatnich latach, kiedy minęła fala popularności basketowego obuwia i ilość modeli/kolorystyk jakie mamy na Starym Kontynencie spadła. Bo był moment kiedy to nawet u nas w kraju naprawdę dobrze hulało. adidas w ostatnim czasie przestał upychać wszędzie piankę Boost w butach do gry – jest to zrozumiałe, bo jest to drogi komponent, stąd aktualnie stawia na piankę Bounce gdyż buty bazujące na niej są tańsze, czyli łatwiej je sprzedać. Nike niewątpliwie ściął ilość kolorystyk, modeli – już nie ma tutaj takiego dublowania się jak potrafiło to być kilka lat temu. Puma mocno weszła w koszykówkę – pytanie czy wpompowanie nie małej kasy im się w ogóle opłaci, a co ciekawe, powrót do kosza robi także Converse… Nie to aby w koszykówce nie było w ogóle kasy, ale to zawsze przychodzi finalny rozrachunek, jaki jest zysk z poniesionych kosztów. Buty do kosza wpadły w tą spiralę „zaskoczyć czymś co roku”. Niestety, to nie jest zawsze możliwe. Stworzenie nowego performance’owego buta, który ma być innowacyjny technologicznie, mieć dobry design, być lepszym od poprzednika i aby pasował sporej ilości graczy? Chyba zgodzicie się, że jak tak się nad tym zastanowić to nie jest takie łatwe. A każdy proces tworzenia czegoś nowego ciągnie za sobą odpowiedni rachunek do zapłaty.

Może to brzmieć lekko absurdalnie, lecz markom sportowym za chwilę może przestać się opłacać pakować wielkiej kasy w sport. Skoro sprzedaż performance’u leci w dół, to jak tłumaczyć wielkie nakłady kasy na ten segment? Te astronomiczne kontrakty gwiazd stają się inwestycją bezzwrotną. Pojawia się pytanie – co dalej? Według mnie nadchodzi moment, kiedy wszyscy dostaną mocno po dupie bo nie da się za wszelką cenę ciągle pompować tego balonika pod hasłem „buty”. Oczywiście, giganci jak Nike czy adidas zaliczą spadek sprzedaży, ich aukcje stanieją, pewnie jakieś głowy polecą, ale to nie jest obraz że ktoś wypadnie za burtę. To może czekać tych najmniejszych graczy, małe sklepy, które kilka małych lat temu podgrzewały zajawkę, były alternatywą gdzie był wybór dla sieci – ale się nie rozrosły stąd w dzisiejszych czasach przepadają. Wiem, nie brzmi to pozytywnie, ale aktualnie prawa rynku są brutalne – jak stoisz w miejscu to się cofasz. Jeśli się nie rozrastasz, to kto inny zajmuje Twoje miejsce. Producentów gówno obchodzi zajawka, oddolne działanie – ma się zgadzać kasa.

Nienajlepsza kondycja rynku butów do kosza to jest dobra wiadomość. Krótkowzrocznie patrząc – tak, więcej towaru ląduje na przecenie. Ale dalekowzrocznie – mniejsze nakłady na rozwój technologii, na design, wtórność. OK, zapewne za kilka lat znów może pojawić się nam moda na buty do kosza, lecz to nie jest coś co tak łatwo idzie zaprogramować. Finalnie tu zawsze chodzi o pieniądze – tylko i wyłącznie.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.