#ButologiaTalk – porcja luźnych myśli #6

Zwykle miałem w zwyczaju zaczynać od czegoś w rodzaju wstępu, wprowadzenia. Swego rodzaju nakierowania, o czym tym razem będzie mowa. Dziś zmiana planów – od razu do konkretów. „Ludzie to dziwni są”. Fakt że mamy generalnie ogólnodostępny internet jest przysłowiowym mieczem o dwóch ostrzach. Z jednej strony ja mogę się produkować i dawać Wam to do przeczytania, z drugiej regularnie widać jak ludzie wyrzucają swoje frustracje w sieci. Bo mogą. Mam internet, mogę w nim pisać co mi ślina na język przyniesie. Mówi się nawet, że ilość hejtu świadczy o Twoim sukcesie. Ja lubię rzeczowo podyskutować, są osoby z którymi regularnie to robię – z częścią na temat jednych spraw, z innymi o drugich. Przez okres prowadzenia Butologii przewinęło się kilka delikwentów, którzy to trollowali co się dało. W jakimś stopniu mnie to uodporniło, że teraz na ogół na niemerytoryczną krytykę mam wylane. Ostatnio na Instagramie dostałem falę komentarzy – już nie będę tego przytaczał aby komuś nie robić wstydu, bo takowy bym odczuwał gdybym sam coś podobnego napisał – ale zapaliła mi się lampka, co trzeba mieć w głowie (albo czego nie) aby takie rzeczy robić? Po co? Czy to wylewanie swoich frustracji, odreagowywanie życiowych niepowodzeń, zazdrość? Ja rozumiem że dziecko które jeszcze nie poszło do szkoły może mieć kłopot aby umieć powiedzieć dlaczego coś zrobiło. Ale dorosłe osoby? Ja w pełni rozumiem – każdy ma własny gust, prawo do własnego zdania. Ale wychodzenie z założenia że to MOJE zdanie jest tym nadrzędnym, to JA mam rację, a to co Ty robisz jest nic nie warte – czy to serio jest forma dyskusji w dzisiejszych czasach? OK, publikując zdjęcie, tekst w sieci trzeba się liczyć z tym, że ktoś to skomentuje nie zawsze po naszej myśli. Niemniej mnie nauczono, aby umieć odpowiedzieć na pytanie „dlaczego?” Czy potrafię merytorycznie wytłumaczyć dlaczego akurat to mi się nie podoba? Dlaczego zrobiłbym to inaczej? Łatwo jest napisać „e, chujowe”.  Łatwo jest wszystko oceniać według jednego szablonu, schematu, tylko przez pryzmat własnego ego. Jakkolwiek by się nie starać aby wszystko było białe bądź czarne, to nie da się tego zrobić w pełni. Nie ma jednego klucza na wszystkie problemy. Ale znów wracamy do stałego problemu – wzajemny szacunek, zrozumienie, umiejętność znalezienia się w czyjejś skórze. Mi się czasem odechciewa już prowadzić dyskusje w sieci – kiedy po raz n-ty trzeba to samo powtarzać, to się odechciewa. Nie, nie mam się za alfę i omegę, ale z racji tego że nie mam już -nastu lat, to odrobinę tego doświadczenia w życiu się zebrało i wiem kiedy mogę zabrać głos bo ma to sens, a kiedy siedzieć cicho i słuchać mądrzejszych ode mnie. A często jak coś mi się nie podoba to po prostu idę dalej, bo nie odczuwam potrzeby aby obce osoby w sieci pouczać, jak coś według mnie powinno wyglądać.

Nie robiłem z tej okazji osobnego wypisu, ale jak nie sposób nie zauważyć – niedawno zmieniłem zarówno szablon strony jak i logo. W kwestii wyglądu strony to już chyba była czwarta zmiana? Gdzieś już stary wygląd zaczął mnie męczyć, lecz logo po raz pierwszy zostało odświeżone. Dlaczego? Na stare trochę już nie mogłem patrzeć i prawda taka że prawie skończone było już chyba pół roku temu, ale jakoś nie mogłem się zebrać aby wprowadzić ostatnie poprawki. W wyglądzie strony jeszcze jakąś kosmetykę się poprawi, w logo nie 😉

Żeby nie było, coś o butach dziś też coś napiszę 😉 Pimento Pack. Łoooo matko jak przed laty chorowałem na te wydania. Pierwsze wpadły Air Classic BW – to był jeden z tych butów który rozpoczął moją kolekcję. Oczywiście kupiło się nieświadomie co to dokładnie za wydanie, ale chciało się mieć Air Maxy 😉 Pamiętam jak przed laty znajomy pokazał mi tą reklamę:

Wiadomo, na widok oryginalnych kolorystyk AM to był wywalony język, lecz celem było dozbierać resztę czarnych kolorystyk AM. Bo jak chyba już część z Was wie, bardzo lubię czarny kolor 😉 Następne były Air 180 z tego co pamiętam a później nie jestem w stanie sobie teraz przypomnieć, czy kupiłem AM97 czy AM1 podarował mi znajomy na zasadzie że on w tym nie chodzi, ja mu kiedyś sprezentuje inne buty (tak, kiedyś ludzie się koleżeńsko wymieniali parami…). Na AM95 nigdy nie mogłem trafić w swoim rozmiarze w dobrej cenie, albo pewnie się było zgrzanym na inną parę i funduszy brakowało na wszystko. Finalnie wiem już od kilku lat, że już całego packu nigdy nie uzbieram… Z jednej strony przestałem szukać „dziewięćdziesiątek piątek”, z drugiej część tych wydań już zaczął nadszarpywać ząb czasu. AM97 kupiłem nowe, ubrałem że na palcach jednej ręki da się zliczyć ile razy. A jak podeszwa nie pracuje = sypie się, co widzicie na zdjęciach. Reszta też nie wiem ile jeszcze pożyje. Stąd wiem że części par się pozbędę, aby po prostu nie zajmowały miejsca (spokojnie, AM1 zostają u mnie – nie do ruszenia 😉 ). Czuje że dotarłem do etapu, gdzie umiem powiedzieć sobie że fajnie, miałem to wydanie, sprawiło mi to sporą przyjemność, ale nie muszę tego trzymać w nieskończoność bo moim celem nie jest posiadanie muzeum, ale móc w tym wszystkim chodzić. Naprawdę mnie to cieszy, że udało mi się dojść do tego etapu, gdzie nie muszę się wszystkiego kurczowo trzymać. Jest spoko.

pimentopack-b pimentopack-c pimentopack-d pimentopack-e pimentopack-f pimentopack-g pimentopack-a

2 komentarze

  • Barteq

    9 września 2018 at 20:26

    Odnośnie “…Stąd wiem że części par się pozbędę, aby po prostu nie zajmowały miejsca …” tak ostatnio sobie dumałem czy takie parki nadszarpnięte zębem czasu, nie nadające się do noszenia mają jeszcze jakąś wartość. Jesteś w stanie jeszcze jakiś grosz za to odzyskać, czy pozbędę = utylizacja. Rozumiem jakieś wydania w których grał MJ, to wiadomo.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.