• Jaka dzi moga by inna para jak nike vengeance czyli
  • Id za ciosem  para 166 kolejna odsona VSeries tym
  • Wczoraj si siedziao nad zmian wygldu strony ze a nie
  • Po ponad 7 latach przyszed czas na zmian Generalnie prawie
  • Przy deszczowej pogodzie ostatnio si wygrzebao z kartonu vans geoffrowley
  • Para z dzi czyli numerek 163 newbalance nb575 x crookedtongues
  • Klasyczne Best of butologia  to ju numer 99! soletoday
  • Para z dzi czyli numerek 162  adidasoriginals x alexanderwang
  • Dobra ju bez wymwek pozgrywao si zdjcia z aparatu Para
  • Jeden z zakupw z zeszego miesica  huf hupper2 low

#ButologiaTalk – porcja luźnych myśli #5

W ostatnim czasie pisząc swoje teksty dotyczące gentryfikacji butgry bądź kwestii załamania się rynku, zawsze na koniec mam gdzieś lekki niedosyt. Z tyłu głowy jest ten mały znak zapytania, czy ja już wyczerpałem temat, czy może jest coś jeszcze bardzo istotnego co należałoby dodać. Dzisiejszy tekst będzie kolejnym z tych, gdzie poruszam co mi leży na wątrobie gdzieś tam nawiazując do wcześniejszych przemyśleń.

Nie należę do osób, które za wszelką cenę usiłują na siebie zwrócić uwagę – niemniej ciągle obserwuje jak wygląda rynek/scena sneakersowa. Jak już zdarzało mi się wspomnieć – część osób które w tym siedziały od lat zaczyna się wycofywać. Oczywiście, w życiu zmieniają się priorytety, pojawia choćby rodzina, trudno ciągle żyć butami, nawet jeśli to jest ta ulubiona odskocznia od codzienności. Ale też ludzie mają dość tego czym ta scena się stała. Tak, to ciągle parcie na szkło coraz to kolejnych osób, ten festiwal próżności, istny bal przebierańców, gdzie grono osób stawia siebie nad innymi, ma się za lepszych bo mogą sobie pozwolić na droższe rzeczy. Istna anty-scena, gdzie zamiast wspólnie grać do jednej bramki i tworzyć kolektyw to wszystko rozmienia się na drobne.

Teoretycznie to tylko buty – coś co przed laty człowiek kupował, zajeżdżał, katował na parkiecie, desce, nosił codziennie, znosił i kupował kolejne. Bo gdzieś trochę zapominamy o ulotności rzeczy. Te pi razy oko 15 lat temu kiedy zacząłem wsiąkać w butgrę, to tak naprawdę niemal wszystko co można było podciągnąć pod kategorię sneakery było chodliwe. J’sy, Air Maxy z lat ’90 – cała masa tego nie była na tyle stara ody odczuwać upływ czasu. Dziś to są w znaczącej mierze rekwizyty muzealne. Teraz mamy taki obrazek, że część osób która w tym siedzi dekady zaczyna redukować swoje zbiory – bo nie okłamujmy się, nie każdy ma ochotę w nieskończoność trzymać pary w których nie chodzi/nie chce już chodzić/nie nadają się do chodzenia. Czy jest ktoś kto po nich przejmuje tą przysłowiową pałeczkę? Patrząc na tą w którą stronę zmierza butgra to nie bardzo.

Są rzeczy które miały swoje miejsce w czasie i tego powtórzyć się nie da. Butgra to w niemałej mierze życie tym co było w latach ’80 i ’90. Osoby które wtedy żyły inaczej na to patrzą niż ktoś kto co najwyżej może o tym okresie przeczytać albo kupić sobie retro które i tak często jest namiastką oryginału. Ale tego kotleta nie da się odgrzewać w nieskończoność, a średnio widzę aby nowsze modele mogły wzbudzać aż taką ekscytację. Producenci rok rocznie przypominają nam krągłą rocznice coraz to kolejnego buta, ale to tylko w kontekście wykreowania na niego mody aby sprzedać jak najwięcej par. Patrząc na to co aktualnie jest wypuszczane, to nie dziwię się producentom że wypuszczają rzeczy „na chwilę”, zgodnie z trendami – tutaj liczy się tu i teraz, zysk ze sprzedaży, a przy tym całym „fast fashion” niewiele jest projektów w których można upatrywać klasyk za kilka lat. Świat idzie do przodu, mamy wszechobecny rozwój technologii, ale ciągle lubimy chodzić w klasycznych trampkach jak przed kilkoma dekadami, a nie zachwycać się najnowszymi modelami performance’owymi. Ale trzeba nadmienić, aktualnie i tak noszenie butów performance’owych jest znacznie lepiej widziane jak przed dekadą.

Tak, mamy zmianę pokoleniową w butgrze. OG sneakerheadzi mówią pass (lecz jakaś ich część będzie zawsze). Młodzi? Spora część jest tutaj tylko na chwilę z racji panującej mody, potęgowanej hypem na te kilka wydań na krzyż i faktem że można kupić coś pożądanego i sprzedać z zyskiem. Czemu osoby które siedzą w tym długo narzekają tak na wszystko? Jak co chwila komuś coś trzeba tłumaczyć jak chłop krowie bo komuś nie się zadać sobie trud aby odpalić google i poszukać to ile można? Ostatnio byłem światkiem dyskusji na temat pojęć DS (deadstock) / VNDS (very near deadstock) / NDS (near deadstock). Że tak powiem, nauczony byłem że DS nazywamy parę która jest nowa, VNDS to bardzo delikatna używka, NDS to ciagle but w bardzo dobrym stanie. Zleciał się tłum „ekspertów”, jeden mądrzejszy od drugiego gdzie w pewnym momencie zaczęły padać hasła „tak było kiedyś, teraz jest inaczej”. Kurwa (nie lubię przeklinać w tekstach, ale tutaj aż pcha się na usta). Gówno się wie, ale się pieprzy głupoty (a pewnie jak jeden z drugim sprzedaje jakąś parę która to ledwo się trzyma kupy to „polskie 9/10”). Ale w ten sposób przechodzę do sedna – jak scena sneakersowa ma się rozwijać, kiedy tutaj każdy ma wylane na to co było, bo on się ma za alfę i omegę. Ja nigdy nie byłem asem z historii, ale na pęczki można mnożyć przykładów, gdzie nie wyciąganie lekcji z tego co było, odwracanie się plecami do przeszłości prowadzi do nikąd. Przy braku szacunku i wiedzy, to aktualna butgra to słoń na glinianych nogach.

W mojej opinii, to w sporej mierze czynnikiem dla którego istnieje butgra jest sport. Duża część modeli którymi się jaramy to są dawne modele perfornace’owe dedykowane konkretnej dyscyplinie. Posiadanie butów wielbionego zawodnika dla niejednej osoby było spełnieniem marzeń, a gdy zaczęły pojawiać się retro to w wielu wypadkach było możliwością nadrobienia zaległości sprzed lat. Niemniej w przeciągu minionej dekady poznaliśmy dwa oblicza butgry. Tych pasjonatów, nieraz OG sneakerheadów, osób mających z tymi modelami wspomnienia sprzed lat. Drugi obóz to po prostu osoby podążające za modą, czego przykład jak na dłoni było widać w przypadku J’sów i hype’u na nie. Tą pałeczkę „trendseterów” od sportowców przejęli muzycy. Ludzie już nie wariują na punkcie kolejnych LeBronów, za to potrafili wykupywać cokolwiek w czym pojawił się Kanye West. OK, zaszła zmiana, lecz jak dla mnie to wszystko zaczęło się sprowadzać do chwilowej mody bez żadnego głębszego sensu. Dziś jest tak, jutro inaczej. Dla mnie butgra to zawsze było coś więcej niż tylko „ładny but”, a aktualnie do tego to się głównie sprowadza.

Czasem się śmieje sam do siebie, że jakby tak przeanalizować moje teksty, to jeszcze chwila i będę aspirował do miana czołowego hatera rodzimej butgry, bo ciągle narzekam na to jak tutaj wszystko wygląda. „A, bo kiedyś to było”. Każdy producent chciałby aby to o jego produkcie mówić że jest najlepszy, że płacić za niego retail to biznes życia, a wszystkich wokół tego środowiska klepać po plecach i mówić jacy to nie są super. Tak nie jest, lecz nie oznacza to, że za każde potknięcie trzeba mieszać z błotem. Gdzieś trzeba szukać balansu pomiędzy docenianiem tego co dobre, a konstruktywną krytyką rzeczy mniej udanych. No i do znudzenia – odrobina więcej szacunku.

3 komentarze

  • Wally

    7 sierpnia 2018 at 23:28

    Generalnie całe to podążanie za modą to jest jak prowadzenie świń na rzeź. Ludzie bulą kupę kasy po czym tydzień później to co kupili jest już passe. Ja tam idę swoją modą czyli to co mi się podoba i to co jest dla mnie wygodnie. Nie podobają mi się np Yeezy, więc ich nie kupuję, a że nie jestem przy tym modny? „Penis walking around me”. 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz