#LPU – Puma Suede „Rudi Dassler” & Nike Air Force 1 „Hong Kong”

OK, nie są to ostatnie zakupy, niemniej niedawne 😉 Po prostu nie mogłem się zebrać aby wcześniej napisać kilka słów o nich, a które się planowało…

Na początek bardzo klasyczne wydanie modelu Suede od Pumy, którego to jest świętowane 50-lecie. W dzisiejszych czasach w ogóle nie patrzy się na nie przez pryzmat koszykarskiego retro a lifestyle’owego trampka. Można powiedzieć że podzieliły los m.in. Superstarów adidasa – człowiek się z nimi tak oswoił w kwestii buta do noszenia na codzień, że zapomniało się o ich pierwotnej funkcji. Nie chodzi o to że ma się w nich iść grać – bardziej chodzi o skojarzenia/pamięć skąd to się wzięło, ale już nie będę się zapędzał gdyż o Suede’ach to cały artykuł z historią mógłby być.

Na to wydanie czaiłem się od dłuższego czasu – odkryciem nie jest, że wydania retro od Pumy nie są czymś co schodzi na pniu, więc wyczekiwało się zadowalającej ceny. Z okazji krągłej rocznicy Puma uhonorowała swojego założyciela, Rudolfa Dasslera klasyczną czarno-białą kolorystyką gdzie mamy jedynie drobne akcenty odwołujące się do Rudiego. Osobiście bardzo lubię ten typ wydań – wyglądają klasycznie, lecz mają nutę unikalności, że nie widzi się identycznego wydania na każdym kroku. A że mamy w pełni zamszową cholewkę o przyjemniej jakości, to jest to wdzięczne wydanie do regularnego noszenia. To nie lakierowana skóra że po dwóch spacerach wygląda jak psu z gardła.

Drugą parą o której się dziś wspomni to retro wydania „Hong Kong” Air Force 1 Low z 2001, które wtedy wyszło tylko na rynek azjatycki. Bardzo przyjemne wydanie, lecz na wieść o ich wznowieniu to będąc szczerym nie byłem zgrzany (a wydanie OG to teraz koszt ~500$ za DS). Niemniej trafiając na nie w przyjemniejszej cenie zapadła decyzja że z jakimiś Force’ami się pożegnam aby zrobić miejsce dla tych.

Są buty których zdjęcia w necie powodują cieknięcie ślinki, ale czar pryska jak sami otworzymy z nimi pudełko w domu. Są także sytuacje odwrotne i ja tak miałem z tymi AF1. Ich jakość jest OK, w tej kwestii tutaj nie ma ani zachwytów ani rozczarowań, ale patrząc na to wydanie po prostu widać jak wszystko współgra. Fajny odcień zieleni świetnie komponuje się z bordowymi akcentami. Zastąpienie normalnego Swoosha z AF1 mniejszym wyszytym czyni je ciut lżejszymi w charakterze. Mówiąc w skrócie – wszystko razem siedzi. Nigdy chyba się tak nie jarałem jakąś parą Force’ów.

Oba wydania ciągle są dostępne na wyprzedażach – niemniej AF1 jak kojarzę do Polski nie trafiły i trzeba się ratować kupując z Europy (choć jak patrzę to na Chmielnej20 Pumy też się wyprzedały…).

lpu-puma-1b lpu-puma-1c lpu-puma-1a lpu-puma-1d lpu-af1-1d lpu-af1-1c lpu-af1-1b lpu-af1-1a

There is one comment

  1. The T

    Naprawde brzydkie Air Force One.Kolorystyka robi wielka robote.Pumy z kolei…cos bym tam w calej historii marki wybral ale blizej im do klasy Volkswagena czyli cos jak Diadora,Lotto,Umbro.Nigdy nie przepadalem za ta marka a szczegolnie smieszne buty robili ok 15 lat temu.Mam na mysli „speed caty” czy jakos tak.W kazdym badz razie wiecie o co mi chodzi…Te „Pumki” typkow zpod dyskoteki co wciagaja szczurki…

Dodaj komentarz