• Nowy odcinek OnFeet ju na stronie a w nim w
  • Chyba przewietrz kilka par w ktrych jaki czas temu si
  • Wziem mae wolne od wrzucania zdj na IG ale nie
  • Best of butologia 103! soletoday sneakercommunity kicksoftheday kicksology
  • Po duszej przerwie na stron wjechaa nowa recenzja  czyli
  • lpu adidas ultraboost x parley Wicej sw na ich temat
  • Para numer 189 z przegldu kolekcji  newbalance nb1500 x
  • Wczoraj pnym wieczorem na stron wjecha nowy odcinek z cyklu
  • Ostatnio co znw z Conversea powpadao Kolejne podejcie do fastbreak
  • Para numer 187 z weekendu  adidas yeezy powerphase calabasas

#ButologiaTalk – Czy rynek obuwniczy się załamie?

#ButologiaTalk - Czy rynek obuwniczy się załamie?

#ButologiaTalk – Czy rynek obuwniczy się załamie?

Tydzień temu pisałem o zjawisku gentryfikacji i podobieństw jakie widzę w tym procesie w stosunku do butgry. Dziś po części mały follow-up do tego tematu – swoista kontynuacja której już nie chciałem upychać we wcześniejszym wpisie. O czym konkretnie? O możliwej dalszej drodze w jaką to może zmierzać.

Osobiście wydawało mi się że to już pięć lat temu bańka pod hasłem „sneakersy” była wielka – jak mocno się w międzyczasie rozrosła widział chyba każdy kto miał styczność z tematem. Ale właśnie – ona nie jest w stanie rozrastać się w nieskończoność. Można nawet to zobrazować, że przyjąć rynek butów jako taką kulę, która rok rocznie się rozrastała. Ciagle był ten środek jak takie jądro ziemi – rozgrzane, stanowiące esencję tego wszystkiego. Lecz im bliżej obrzeży tej kuli tym ta chęć zgłębienia tematu, tego czym jest ten środek jest coraz mniejsza. Dobra, mamy tą naszą kulę, która się nieustanie powiększa – ale teraz sobie wyobraźmy że w tym samym czasie producenci do tej kuli ciągle dorzucają nowe buty (bo oczywiście coraz więcej marek chce „kawałek tego tortu” i polecieć na aktualnych trendach). Wiadomo – większa objętość to łatwiej zmieścić ogrom tych premier. Nie oszukujmy się – te pięć lat temu to nie wiem czy tyle ile teraz mamy premier w trakcie weekendu, to wtedy było w trakcie miesiąca. OK, jest kula, ciągle dorzucane są do niej buty – ale tak nie można w nieskończoność. W pewnym momencie ten próg, maksymalna pojemność zostanie osiągnięta. Odnoszę wrażenie że jest to coraz bliżej.

Rozrost sneakersowego rynku, tak jak wszystko, ma dwie strony medalu. Mamy więcej butów = mamy większy wybór. Stety/niestety, jest kilkanaście wydań którymi żyje „scena” sneakersowa za które trzeba wyłożyć większy kwit, ale też niemała ilość fajnych premier przechodzi bokiem bo nie można mieć wszystkiego (plus klapki na oczach na te kilka pożądanych wydań na krzyż). Tutaj korzyść dla klienta – przeceny. Dochodzę w tym miejscu to do jednego z punktów które chciałem poruszyć – skala wyprzedaży. Kilka lat temu gdy fajną kolaborację albo oryginalną kolorystykę dorwało się na -30% to już było „WOW”. Teraz coraz częściej widzę że sklepy wypychają towar i na -70% aby się go pozbyć. Najprawdopodobniej sprzedając po takiej cenie zaliczają stratę, ale przynajmniej zwalniają stany magazynowe na kolejne premiery. Jak długo to będzie opłacalne? Sneakershopy to nie punkty charytatywne, one mają przynosić dochód. Czy w pewnym momencie nie dojdziemy do momentu, że klienci będą na tyle mocno odpuszczać zakupy po cenach katalogowych, że finalnie sklepy nie będą wychodziły na plus? Nie okłamujmy się – bardzo szybko przyzwyczailiśmy się że wszystko kupuje się na mocnej przecenie, z jakimś kodem rabatowym itp. Patrząc przez pryzmat ostatnich dwóch lat, to skala wyprzedaży, ich częstotliwość jest nieporównywalnie większa niż dawniej. Kiedyś normalne było, że zimowa wyprzedaż wchodzi po Bożym Narodzeniu – teraz to niemal od Black Friday mamy ciągle promo. Generalnie był prosty schemat – nowa kolekcja, tak po dwóch miesiącach mid season sale z przeważnie -20% i po kilku tygodniach na koniec final sale do -50%. „Trochę” inaczej teraz to wygląda, częściowo z racji tego że przy ilości premier trudno jest zachować ten porządek kalendarza kolekcji.

Kiedy to się załamie? W momencie gdy ludzie już nie będą w stanie chłonąć takiej ilości butów. Zawsze będą osoby, które są pasjonatami butów i będą dorzucać kolejne pary do swojej kolekcji. Ale jak wspomniałem powyżej – w tej naszaj bańce nie każdy jest blisko tego jądra, chce czegoś więcej, zgłębiać wiedzę. Na jednej, drugiej, trzeciej wyprzedaży kupi kilka par, do tego jeszcze jakieś mocniejsze premiery – ale to rok, dwa i ta zajawka zacznie mu mijać. Bo ile można sobie kupować butów, w momencie gdy nie ma się w tym większego celu? A że tak to określę „nowe osoby” nie będą tutaj dochodzić w nieskończoność.

Tutaj przechodzę do kolejnego punktu – czyli mody. Tak, mamy modę na sneakersy, fajnie jest posiadać jakąś ich małą kolekcję. Buty z zajawki OG sneakerheadów przebiły się do mainstreamu, przez co mamy lansowane że dobrze jest posiadać AM97, VaporMaxy, wcześniej NMD, Superstary i tak można wymieniać te modele które producenci nam wmawiali że są „must have” na ten sezon. Po prostu moda – lecz nie można zapominać, że ona ma to do siebie że przemija. Jedynie co jeszcze mogę tutaj dopowiedzieć, że daliśmy sobie wmówić że moda jest ważniejsza od stylu. Kij z tym że nie pasuje mi to, jest mi w tym niewygodnie, wygląda się za przebraną osobę – ale dobrze jest to mieć w tym sezonie.

Tak jak patrzę w jaki sposób te wielkie obuwnicze koncerny działają, lansują trendy, to nasuwa mi się jedno określenie – fast fashion. Dotychczas kojarzyło się to z sieciówkami pokroju H&M czy Zara, które to starały się jak najszybciej zrobić tani odpowiednik high fashion. Teraz, patrząc jak działa Nike czy adidas, jak co chwila wypuszczają coś nowego i testują czy się przyjmie czy nie – można mieć podobne odczucia. Z drugiej strony mamy konsumenta, któremu przy takim dobrobycie wszystko szybko się nudzi. Zresztą to już obserwuje od lat – ile było projektów, które były fajne jak byłby nowinką, ale gdy przyszedł czas wyprzedaży to już było passe. Z tego robi się błędne koło, na co ma niewątpliwie wpływ fakt, że ludzie uważają za fajne rzeczy które są drogie. Kiedyś się o nich mówiło ofiary mody, dla mnie ktoś taki po prostu posiada kisiel zamiast mózgu, bo to naprawdę chyba trzeba mieć deficyt szarych komórek albo znaczący problem ze swoim ego żeby wszystko mierzyć wartością pieniądza. Przewinął się kiedyś tekst – „wolę ubrać się drogo ale chujowo, niż tanio a dobrze”. Ale ten temat i moje trzy grosze dorzucę innym razem aby teraz nie zbaczać za bardzo z drogi.

Tak, moda na sneakersy też przeminie – tutaj można wstawić pytanie z tytułu wpisu, czy spowoduje to załamanie rynku? Czy będzie to lekki spadek sprzedaży że producenci przez kilka sezonów będą widzieli topniejące słupki sprzedaży w danym segmencie ale „akceptowalne”, czy mówiąc dosadnie, jebnie to że nie będzie co zbierać? W tekście gentryfikacja butgry napisałem, a bardziej spytałem się, czy jaranie się coraz droższymi rzeczami nie zaprowadzi w ślepą uliczkę. Albo zawróci się, albo rozejdzie na boki – czy będziemy mieli powrót dawnych zajawek butowych, czy rynek się zmniejszy bo ludzie którzy nie siedzieli w tym mocno znajdą sobie inne zainteresowania?

Ja powoli zaczynam odczuwać przesyt butami, a jak rozmawiam ze znajomymi to też daje się dostrzec że to już przestaje sprawiać taką frajdę jak dawniej. Jak wspomniałem powyżej – powoli coraz więcej osób może zaczynać odczuwać przesyt.

Może moje gadanie to takie wróżenie z fusów (jak to robi część analityków NBA…), ale uważam że mam podstawy ku temu aby sądzić, że jakieś tąpnięcie nastąpi. Pozostaje pytanie czy będzie co zbierać ze „sneakersowej sceny”, kiedy Ci OG powiedzą pass, a inni jak chorągiewki zmienią kierunek w zależności jak zawieje. Jedno z moich niedawnych przemyśleń to że wielkość rynku rozmieniła scenę na drobne i to się stało już faktem.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.