#ButologiaTalk – porcja luźnych myśli #4

Kolejny wpis z cyklu #ButologiaTalk, w którym to porcja kilku różnych przemysleń z mojej strony.

Rzeczą o której wcześniej nie pisałem, niemniej gdzieś to trochę we mnie siedziało od pewnego czasu. Butologia jako strona, generalnie jej koncept powstał na bazie butów do kosza. Tak jak odpalałem ją z początkiem 2011 to wtedy za oceanem moda na modele do basketu się rozkręcała – niemniej ja biorąc się za to wychodziłem z założenia że angażuję się za coś co lubię, a o czym inni w kraju nie piszą. Na moją pamięć nikt nie prowadził autorskiego działu recenzje, wzmianki o nowych wydaniach do grania nie przewijały się zbyt często.

Szybkie fast foward kilka lat w przód od czasów obecnych. Niewątpliwie strona poszerzyła swoją tematykę – to już nie tylko recenzje, wałkowanie w kółko o J’sach, pisanie o nowej kolorystyce LeBronów i Kobasów. Jest to oczywiście skutek tego że zmienił się rynek – buty do kosza już nie są tym, na co producenci kładą wielki nacisk i wychodzi tego mniej (bo w kwestii ich promocji w Polsce to od lat temat leży i kwiczy). Drugim aspektem jest to, że osobiście do codziennego użytku zawsze wolałem retro biegówki czy buty na deskę. Fascynacja aspektem performance’owym to jedno, codzienne użytkowanie drugie. Nie wiem na ile ta zmiana w sposobie prowadzenia strony przypadła do gustu osobom które śledziły Butologię od początku, ile zrezygnowała z jej śledzenia gdy przestała być „basket only”. Moje zainteresowana w kwestii butów zawsze były szerokie, stąd aktualnie zaczęło to wyglądać tak a nie inaczej. Przechodząc ze stroną bardziej na formę blogowania to dla mnie wiąże się z większym prezentowaniem własnego zdania, tak naprawdę siebie samego. Osobiście uważam żę byłoby to sztuczne, gdybym w kółko gadał o koszykarskich retro a na nogach zupełnie co innego. Nie to abym przestał lubić te klasyki sprzed lat – ale dla mnie świat się na nich nie kończy. Jest to tak naprawdę proste – wszystkich nie da się uszczęśliwić. Ponownie, jak już wcześniej zdarzało mi się pisać – Butologia nie jest prowadzona pod publikę, bo wtedy w dzisiejszych czasach musiałbym Was katować dzień w dzień Nike x Off White, Yeezy i wszelakimi innymi aktualnie hype’owymi rzeczami.

Aby może później nie było pytań czemu w tej kwestii jest cicho – dział recenzje jest czasowo zawieszony. Sezon gry na sali się skończył, nie mam w tym roku motywacji aby uporczywie szukać jakiegoś punktu zaczepienia, aby na okres wakacyjny do kogoś dołączyć na salkę. Gdzieś wychodzi ze mnie zmęczenie i potrzeba odpoczynku, aby znów poczuć głód grania jak i chęć robienia recenzji. Będąc szczerym – aktualnie po prostu mi się nie chce. Jeszcze jak zaczynałem przygotowywać ten wpis to miałem napisać, że zresztą nawet nie mam nic nowego do grania, lecz finalnie znów coś nowego sobie kupiłem… Na jakieś kolejne moje wypociny spod kategorii recenzja będzie trzeba poczekać zapewne do września.

A tak jeszcze przy okazji na koniec – kilka słów o Crazy BYW. Początkowo zakładałem że zrobi się o nich wpis do działu „Dziś Grałem W…”, lecz te plany trzeba zweryfikować. Jak zaznaczałem od samego początku – to jest model lifestyle’owy inspirowany butami do gry. Pomimo że wygląda na „grywalny” to stety/niestety ich cholewka nie posiada odpowiedniej sztywności/elementów usztywniających. Brak stabilizatora pięty, przednie oczka są z elastycznej taśmy że właściwie buta ściągamu sznurówkami w trzech miejscach. Pomimo że midsole z pianki Boost zachowuje się bardzo przyjemnie (w podeszwie mamy jeszcze płytkę z tworzywa która spina nam buta w całość), to gdy się wzięło je na parkiet i pograło, finalnie obawa o brak trzymania stopy wzięła górę i zmieniłem buty. Oczywiście, pójść coś na spokojnie pograć to można w całej masie butów, ale nie brałbym Crazy BYW jako ten główny model do grania. Szkoda ryzykować zdrowia. Ja kiedyś popełniłem błąd że na spontaniczne granie wziąłem klasyczne Old Skoole Vansa bo tylko to miałem po ręką. Skutek? Po pół godziny grania pęcherze pod spodu stopy wielkości 5pln które od razu popękały. Mówię o tym w kontekście że w teorii można przecież grać we wszystkim – no nie do końca, gdyż nawet 30min może skatować Wam stopy. Stąd jeśli komuś Crazy BYW przypadły do gustu – podkreślam – one zostały zrobione z myślą o noszeniu na co dzień a nie na parkiet, więc szkoda później pluć sobie w brodę.

adidas Crazy BYW

adidas Crazy BYW

Dodaj komentarz