• Nowy odcinek OnFeet ju na stronie a w nim w
  • Chyba przewietrz kilka par w ktrych jaki czas temu si
  • Wziem mae wolne od wrzucania zdj na IG ale nie
  • Best of butologia 103! soletoday sneakercommunity kicksoftheday kicksology
  • Po duszej przerwie na stron wjechaa nowa recenzja  czyli
  • lpu adidas ultraboost x parley Wicej sw na ich temat
  • Para numer 189 z przegldu kolekcji  newbalance nb1500 x
  • Wczoraj pnym wieczorem na stron wjecha nowy odcinek z cyklu
  • Ostatnio co znw z Conversea powpadao Kolejne podejcie do fastbreak
  • Para numer 187 z weekendu  adidas yeezy powerphase calabasas

#ButologiaTalk – Gentryfikacja butgry?

butologiatalk-gentryfikacja
W tytule wpisu użyłem ciut mądrzejszego słowa, lecz nie po to nagle z siebie robić jakiegoś „ą ę” mądralę. Ostatnimi czasy ponownie odrobinę zgłębiłem temat gentryfikacji (o tym już mnie kiedyś nauczano) zarówno w aspekcie krajowym jak i na świecie i zaczęło się dostrzegać pewne podobieństwa ze światkiem obuwniczym.

Nim może zacznę się rozpisywać, wypada jeszcze wspomnieć czym jest owa gentryfikacja, gdyż nie każdemu to słowo musi być bliskie (i oszczędzę czasu szukania w Wikipedii). Jest to proces społeczno-ekonomiczny, gdzie na danym obszarze, dzielnicy miasta prowadzone są działania mające poprawić warunki życia skutkujące tym że rodowici mieszkańcy są wypierani przez bogatszą część społeczeństwa gdyż przestaje być ich stać na życie w tym miejscu. Jak to działa w praktyce? Mamy dzielnicę miasta która uznawana jest za niefajną, ale położoną blisko centrum/w centrum. Często był to obszar robotniczy, przemysłowy, gdzie mieszka klasa robotnicza albo generalnie ludzie którym się nie przelewa. Skoro rejon nie ma super opinii, nie ma żadnych luksusów – ceny wynajmów są niższe niż w innych częściach miasta. Nieraz skutkuje to tym, że takie miejsca mogą przyciągać wszelaką alternatywę – pracownie artystyczne itp. W niszowym środowisku zaczyna obszar nabierać na sile, że skutkuje to powstawaniem kawiarnii, małej gastronomii – czegoś więcej niż obsługa dotychczasowej ludności co można powiedzieć daje efekt kuli śnieżnej nabierający na sile. Wizerunek dzielnicy zaczyna się ocieplać, zyskuje ona plakietkę fajnej, takiej alternatywnej, ale nie bananowej jak te inne modne części miasta. Coś co było niszą, etapowo zyskiwało nowe oblicze, aż w końcu zaczynają pojawiać się ludzie z zasobnym portfelem którzy wykupują mieszkania/ziemię w tej „fajnej” dzielnicy, czynsze idą w górę, a Ci ludzie którzy mieszkali tam na samym początku mniej lub bardziej przymusowo muszą szukać tańszego miejsca zamieszkania bo na ich dotychczasową dzielnicę już ich nie stać. To oczywiście jest w sporym uproszczeniu, bo na temat gentryfikacji powstała niejedna praca naukowa i o jej przykładach mógłby powstać zupełnie nowym blog.

Dobra, gdzie ja w tym widzę podobieństwo z butgrą? Zaczynając trochę od łapatologicznego banału jako wprowadzenia – obuwie jest po to aby stanowić nam odzienie dla stóp, dawać komfort użytkowania, wspierać w uprawianiu sportu. Jest funkcja, ale jest także i forma, design. Buty zaliczają się do grona tych rzeczy, gdzie wydaje mi się że dość łatwo możemy ten design docenić. Co oczywiście skutkuje tym, że jest grono osób które w ramach wyrażenia swojej aprobaty dla produktu, posiada go więcej niż potrzebuje. Czyli tworzy się nam światek sneakersowy, który przez lata był tematem dla garstki zainteresowanych. W kwestii butgry można wymienić różne jej etapy – lata ’90 rządzą się swoimi prawami, początek nowego wieku swoimi, teraz także są inne czasy. Za oceanem są głosy że prawdziwa butgra skończyła się w chwili kiedy pojawił się internet i on zabił tą ideę poszukiwań, ale w to już zagłębiać się nie będę.

Patrząc na to jak rozwijała się butgra w naszym kraju. Jeszcze tą dekadę temu w sporej mierze bazowało to nad fascynacją samej sposobności zdobycia klasycznego modelu, po którego nie szło się do sklepu. Tam go nie było, trzeba było się naszukać. Ludzie jarali się że udało im się dorwać Dunki, AF1, Air Maxy które mogły być General Release’ami, ale miały ten swój pierwiastek unikalności, bo trzeba było się choć odrobinę za nimi napocić. Wraz z rozwojem naszego rynku (zresztą światowego także) temat kolaboracji przestał być totalnym „WOW”, zaczęło się ich pojawiać coraz więcej. Na początku aktualnej dekady powoli zaczynało się ucierać, że wydania kolaboracyjne to dawne GR jeśli chodzi o kolekcjonowanie. Już możemy dostrzec ten etap zmian – wydania które serwuje nam producent przestają nam wystarczać, chce się czegoś bardziej unikalnego. Hype, czyli tak naprawdę pieniądze zaczyna odgrywać coraz większą rolę.

Kiedy kultura sneakersowa zaczęła się stawać naprawdę masowa? Mi przychodzą do głowy dwa przełomowe momenty. Premiery AJ11 „Concord” oraz Air Yeezy 2. Concordy dlatego że o zamieszkach za oceanem które im towarzyszyły było naprawdę głośno. Pamiętam jak ojciec po przeczytaniu jakiegoś artykułu na ich temat w rodzimym internecie pytał się mnie, czy wiem o jakie buty chodzi. Tak, o tym pisała nie tylko prasa buciarska. A drugi model Kanyego od Nike’a wyprowadził na szersze wody wszelaką resellerkę – pokazał ile może być w tym kasy. Oczywiście to jest mój subiektywny pogląd.

Mam nadzieję że już mniej więcej widzicie schemat który tutaj prezentuję, jesteście w stanie dostrzec te zmiany jakie zachodziły w ostatnich latach. Butgra to często była platforma pokazania siebie dla ludzi związanych z kulturą ulicy. Wiadomo, nie każdy może kąpać się w luksusie, posiadać kolekcję zegarków, aut czy jakichkolwiek innych ekskluzywnych dóbr. Ale buty właśnie miały ten czynnik, że mógł się nim fascynować każdy – już laaata temu mówiło się że kolekcjonowanie obuwia to współczesna wersja zbierania znaczków. Na przestrzeni lat zostało to podchwycone przez dzieciaki z bogatych domów, które ani wiedzą ani zajawką się wkupiły w „łaski” sceny tylko pieniędzmi (bo powiedziało im się że buty są fajne… i drogie). Chyba każdy kto już jest związany kawał czasu z butgrą widzi jak zmieniały się mody na modele/marki, ale też jak zaczynało być pożądane wszystko to co jest coraz droższe. Z kultu designu zrobił się kult pieniądza. Tak jak w gentryfikacji nieraz artyści swoją otwartością wprowadzali powiew świeżości w nieprzychylne okolice, tak Ci OG sneakerhedzi prezentując swoją pasję pokazali że za tym co ubieramy na nogi może być jakaś historia. Niemniej skutek podobny. Artystom i rodowitym mieszkańcom się dziękuje, zostawia tą wydmuszkę fajności, przychodzą deweloperzy i zgarniają śmietankę. Dla mass mediów sneakerhead to teraz ten kto co sezon nosi to co aktualnie modne, a osoba która przez lata zbierała perełki do swojej kolekcji już została odsunięta na boczny tor, swoje zrobiła, dzięki i nara. To jest biznes i tutaj chodzi tylko o zyski. Producenci zasłaniają się zajawką po to aby sprzedać jak najwięcej produktów.

Aktualnie wchodzimy w etap, w którym już nie wiem czym można się jeszcze jarać. Ludzie mają tak wyprane mózgi że gustu za grosz, ważne jest ile to jest warte na rynku wtórnym. Dwa lata temu dawaliby się pokroić za Yeezy, ale zrobili tego trochę więcej, to nagle zmiana frontu i Kanye jest passe, teraz jesteśmy dickriderami Virgila bo jego twory z Nike’iem są pożądane. Doszły do tego buty od marek z high fashion, że kupowane są trampki Gucci za dwa kafle. Bo są drogie. Jaki będzie następny etap? Super-hiper-high-fashion? Powstanie nowa marka która będzie oferować buty za 10K $ za parę a wyglądać będą jak Stan Smithy ale będą droższe i bardziej pożądane niż to co jest teraz? Czy dojdziemy do ściany i albo się zawróci albo rozjedzie na boki?

Po raz kolejny w swoim tekstach zaznaczam, że mi nie chodzi o gloryfikowanie „o, że kiedyś to było lepiej”. Nie w tym rzecz. Każdy rozwój niesie za sobą zmiany, które to nie zawsze są tylko pozytywne. Tak jak w gentryfikacji poprawa warunków życia w dzielnicy sprawia że ludzie muszą się wyprowadzać bo ich już nie stać na życie w tym miejscu, tak w ten sposób zabijane są więzi społeczne (nie wspominając o przymusowych eksmisjach…). Coraz więcej kasy w butgrze także zabija jej ducha – wypiera zajawkę. Mniej się docenia wychodzące wydania, a bardziej patrzy na pryzmat ich wartości, gdzie jeszcze jak dodamy ilość jaką tego mamy – to już trudno jest powoli trzymać rękę na pulsie.

Gdyby ktoś jeszcze niedawno spytał się mnie czy zamierzam kolekcjonować buty do końca życia – odpowiedziałbym twierdząco. Niemniej od pewnego czasu zaczynam patrzeć na to z różnych perspektyw, analizować to wszystko i jak zdarzało mi się w jednym z poprzednich dłuższych wpisów wspomnieć – gdzieś czuje że i ze mnie ta zajawka schodzi. Z jednej strony chce się ciągle być tego częścią, być na bierząco, z drugiej strony widząc jak to wszystko wygląda – coraz bardziej się odechciewa, bo jakby człowiek był powoli odstawiany na ten boczny tor.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.