• Jaka dzi moga by inna para jak nike vengeance czyli
  • Id za ciosem  para 166 kolejna odsona VSeries tym
  • Wczoraj si siedziao nad zmian wygldu strony ze a nie
  • Po ponad 7 latach przyszed czas na zmian Generalnie prawie
  • Przy deszczowej pogodzie ostatnio si wygrzebao z kartonu vans geoffrowley
  • Para z dzi czyli numerek 163 newbalance nb575 x crookedtongues
  • Klasyczne Best of butologia  to ju numer 99! soletoday
  • Para z dzi czyli numerek 162  adidasoriginals x alexanderwang
  • Dobra ju bez wymwek pozgrywao si zdjcia z aparatu Para
  • Jeden z zakupw z zeszego miesica  huf hupper2 low
skatebuty-ico

Czy jesteśmy skazani na dominację przez wielkie koncerny nawet w światku deskorolkowym?

Chyba nie zawiele osób wie, że moja pasja do butów wzięła się m.in. od butów do jazdy na desce. Pomimo że moja deskorolka leży za kanapą już chyba kilka lat (miałem plany ją odkurzyć, lecz albo kontuzje odniesione podczas gry, albo proza życia codziennego albo po prostu mentalna starość mnie hamowały), niemniej jest to ciągle temat odrobine bliski mojemu sercu. Co roku zawsze sobie sprawę ze dwie pary Vansów, z ciekawością spoglądam co wielkie koncerny przygotowały za nowinki, czytam nie raz smutne wieści że marka którą ceniłem przed laty kończy działalność.

Osoby które względnie niedawno mogły wkroczyć w scenę butów mogą niekoniecznie wiedzieć o tym, jak podzielił środowisko skate’owe fakt wejścia na rynek deskorolkowej dywizji Nike’a. Pomimo że scena deskorolkowa rok rocznie rosła (nie brak osób, które to choćby zajarały się deską po graniu w Tony Hawka na konsoli), to jednak ciągle bardzo często była hołdowana zasada „przez skate’ów dla skate’ów”. To osoby ze środowiska zakładały marki, wchodziły we współudziały, sprawiały że za marki odpowiadają osoby które są z tego środowiska, a nie przysłowiowi panowie w garniturach znający się tylko na słupkach z Excela. Tu nagle największa światowa firma sportowa wchodzi w segment, który mogłoby się wydawać buntowałby się przed taką korporacją. Na marginesie – to było drugie podejście Nike’a do tego rynku. Marka Savier z Portland w początkowej fazie narodzin została przez Nike’a kupiona (1996), lecz po kilku latach (2004) z powodu nie wyrabiania planów finansowych została zamknięta.

Na przestrzeni lat widziałem niestety niejeden upadek firmy, którymi produktami jarałem się będąc młodszym. Choćby Adio, Fallen, eS także czasowo został zawieszony. Każda z tych marek miała swoje pięć minut, kiedy to trzęsła rynkiem. Oczywiście za tym stoją pewne mody jakie są w środowisku, choć rzecz jasna oficjalnie nie mówi się tutaj o jakiś trendach itp zjawiskach w tym światku. W deskorolce to zawsze była swego rodzaju wypadkowa przez wzgląd na to kto był w teamie, kto jakie video wypuścił czym potem żyła scena deskorolkowa, czyli coś co w dzisiejszych czasach agencje PR’owe nazwałyby tym segmentem „influencerów” – wtedy to po prostu była czysta zajawa.

Jak się było dzieciakiem to aż takiej wagi się do jakości się nie przykładało, lecz były obrazki że kupiło się buty jednej firmy w których dało radę i nawet kilka miesięcy pojeździć, a innej ginęły w oczach od razu. Albo jedne były fajne, wygodne, dobrze leżały na stopie a innej miało się wrażenie że jak jakiś sztywny kaftan okalają stopę że nic nie czuć. Pojęcie jakości było dość obce, liczyła się marka, kto dla niej jeździ no i ile one kosztują (czyli czy mogę sobie na nie pozwolić). Czemu Nike’owi udało się przebić w środowisku? OK, oferował on nie mały $ dla swoich raiderów (Paul Rodrigez na pewno coś o tym wie…), lecz gdyby te buty sypały się w moment, to skończyliby się szybciej niż zaczęli. Tutaj dochodzę do sedna tej części – brutalna prawda jest taka, że duży może więcej. Może zainwestować w biznes większe pieniądze, początkowo stracić, lecz jak dobrze to rozegra, to finalnie on będzie wygranym. W fabryce wiadomo że jak powiesz że zamawiasz 100 000 par to będziesz mógł je zrobić taniej albo z lepszych materiałów niż jak powiesz że chcesz tylko 5 000 par. Niestety, prawa rynku bywają okrutne i nie sposób ciągle wszystkiego ciągnąć w imię zajawki.

Jakie jeszcze czynniki poza jakością bym wymienił? Moda i świeżość. Pamiętacie jaki kiedyś był szał na Dunki SB i to za nie trzeba było płacić gruby pieniądz na rynku wtórnym? Albo jakim powiewem świeżości były modele Stefana Janoskiego bądź Dennisa Busenitza? Oba z nich inspiracji poszukały gdzie indziej niż deska kreślarska konkurencji co było swoistym objawieniem na rynku skate obuwia. Czy inni o tym nie myśleli? A może bali się podjąć ryzyko? Czy to znów efekt marketingu, na który mógł sobie pozwolić duży gracz? Sam swego czasu odnosiłem wrażenie, że design w budach na deskę się skończył bo czego ktoś nie wypuścił, to miało się wrażenie że już to gdzieś się widziało. Pamiętam jak powróciła moda na buty na wulkanizowanej podeszwie i nagle wszyscy robili własną wersję modelu Era/Authentic Vansa, albo firmy zaczęły serwować swoją wersję Dunków. Wypuścić model który stanie się klasykiem nie jest łatwo – stąd zapewne część marek wolała iść bezpieczniejszą drogą „inspiracji” niż pompować środki w promocję swojej nowości, która niekoniecznie musi sama zaskoczyć na rynku.

Nike, adidas, Converse, New Balance – jak zaczynałem jeździć, to w życiu bym nie przypuszczał, iż to mogą być marki które teraz tak silnie będą działać w segmencie butów do jazdy (choć trzeba nadmienić, że adidas i Converse od dekad coś tam po kątem deski wypuszczali i nawet mieli swoje teamy w latach ’90). Przy całej tej swojej niszy, undergroudnowym wizerunku, niestety trzeba przyznać, że nawet tutaj wielkie koncerny teraz pociągają za sznurki. Oczywiście, ciągle tworzone są marki przez riderów (lecz to raczej segment decki + ciuchy), ale w większej mierze to „ci duzi” zgarniają kwit. Z ciekawości rzuciłem okiem na to jak wygląda kwestia teamów różnych marek – „core’owe” firmy po kilka osób na krzyż, koncerny to prawie w dziesiątkach mogą liczyć liczebność…

Chciałbym ten artykuł zakończyć jakimś pozytywnym akcentem… ale nie potrafię. Koncern Sole Tech (Emerica, Etnies, eS), DC Shoes mają się nieźle, ale na ile to się robi gonienie zajączka jakim jest Nike? Nawet w światku deskorolkowym zaczęli rozdawać karty, gdyż nie okłamujmy się – to wszystko to jest biznes. Jak „duży” płaci więcej, dzięki czemu można zapewnić lepszy but swojej rodzinie – dlaczego ktoś w imię idei ma się zapierać? Czy metka „sellouta” coś jeszcze w dzisiejszych czasach znaczy, w momencie gdy wiele osób za wszelką cenę zabiega o atencję? Tutaj nie ma odpowiedzi w systemie „zero-jedynkowym”, tak/nie. Niejeden rider którym jarałem się przed laty wtedy lansował swój wizerunek jako deska+non stop melanż, teraz kiedy te osoby mają 30 pod 40 lat, mówią o zdrowym odżywianiu, dbaniu o ciało itp, aby jeszcze coś móc wycisnąć z tej deski.

Deskorolkę lubi się podciągać pod lifestyle albo formę sztuki – jakieś ziarno prawdy w tym jest, lecz jest to też jakiś rodzaj sportu wokół którego jest sporo pieniędzy. Nie dziwmy się, że i tutaj każdy chce swój kawałek tortu.skatebuty-ico

Dodaj komentarz