Czy social media zniszczyły dzisiejszą butgrę?

Jeden z moich wpisów skończyłem pytaniem, czy w dobie social media jest jeszcze miejsce na autentyczność bez bycia jak chorągiewka na wietrze, która zmienia swój kierunek w zależności jak zawieje. Na wstępie jednak powinienem zadać inne pytanie – na ile faktycznie wszelakie social media odcisnęły swoje piętno na butgrze i ją zmieniły?

Oczywiście aby nie było – to nie jest układ zero-jedynkowy, że coś jest albo dobre albo złe. Wszystko ma swoje plusy i minusy i do pozytywów na pewno należy zaliczyć fakt, że nie trzeba żyć w zgiełku wielkiego miasta, aby być częścią butgry. Rzecz jasna wielkie metropolie dają większe perspektywy, ale świat się na nich nie kończy. Dzięki sieci można niemal z każdego miejsca na świecie być częścią społeczności, obserwować trendy, samemu dawać swój wkład czy po prostu być w stanie coś kupić. Właścicielom sklepów także o wiele łatwiej poinformować o nowych parach które wjechały na sklep, a nie liczyć tylko na odwiedzających ich stacjonarkę.

Można powiedzieć, że wszystko wygląda na sytuację w stylu „Win – Win” – ale według mnie nie do końca.

Przed erą mediów społecznościowych powiedziałbym że kluczem była jedna rzecz – szacunek. On był budowany często latami – i to nie chodzi tylko o butgrę. Przykładowo jak ktoś miał styczność z graffiti to wiadomo że tutaj zdobywało się go przez połączenie stylu i tego jak/ile działało się na mieście. Wraz z rozrostem sceny sneakersowej pojawiły się na niej pieniądze – niekoniecznie w formie bezpośredniej, ale np. w ramach promocji agencje PR’owe zaczęły rozsyłać darmowe pary. Skutek? Wysyp ludzi którzy chcą być „influencerami” – czyli jak ja to tłumaczę, chcą być jebanym bilbordem czego podanie, byle dostać za darmo (bo jeśli ktoś mówi o sobie per „influencer” to według mnie już jest źle…). Stąd pogoń za lajkami i obserwującymi na społecznościówkach. Jeśli ktoś miał styczność z handlem i mediami społecznościowymi, to pewnie spotkał się z jak ja to mówię żebractwem. Są to wiadomości w stylu „współpraca?” „mam X fanów, może w ramach promocji podeślecie jakąś rzecz?” itp. Na całe szczęście u mnie to ustało, ale był czas kiedy dostawałem na Instagramie wiadomości, że ktoś za parę butów zrobi mi promocję (czyt. zrobi ich zdjęcie i wrzuci u siebie). Pal licho, że pewnie ta osoba nie zadała sobie trudu aby wejść na stronę i zobaczyć że Butologia to nie sklep. Ale cóż, czego oczekiwać po osobach z IQ na poziomie małpy, które znają tylko słowo „daj”. Do czego zmierzam – gdy ma się wysyp osób które w imię „popularności” na społecznościówkach są w stanie zrobić niemal wszystko byle dostawać coś za darmo, to gdzie tu autentyczność?

Idąc dalej. Schematy działań mediów społecznościowych. Zbudować fanbase to jedno – ale ciągle docieranie do niego to drugie. „Kochane” skrypty na FB czy IG działają na takiej zasadzie, że im coś powoduje więcej interakcji, tym jest to prezentowane szerszej grupie osób. Co teraz robi zasięgi? Albo rzeczy które są naprawdę zajebiste, ale przeciwstawność, czyli wszelakie hejt który podgrzewa atmosferę. Nie ma środka. Jak coś jest spoko, ale nie wzbudza skrajnych emocji – przepada. Można to nawet przyrównać do zanikającej klasy średniej – że albo ktoś ma kasy jak lodu, albo ociera się o granicę ubóstwa. Powtórzę – zaciera się nam środek. Skutkiem tych skryptów jest w mojej opinii zabijanie indywidualności – bo nie okłamujmy się – aktualnie społecznościówki żyją 10-15 rzeczami które są wałkowane w kółko do porzygania. Mamy taki owaki aktualny trend który nakręca lajki i serduszka, ale jak coś się w niego nie wpisuje – przechodzi bokiem. Aby było zabawniej, pewnie znów będę musiał zapłacić za promocję tego wpisu, aby ludzie w ogóle mieli szansę zobaczyć że coś nowego napisałem…

To wszystko ma też inne daleko idące konsekwencje. Robienie ludziom kisielu z mózgu. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że adepci streetwearu i butgry uważają że fajne jest to co jest drogie? Może im się nie podobać, ale jak społeczność propsuje to jest spoko. A wiadomo, te wszystkie pochlebne opinie to niczym jak narkotyk dla naszego ego, stąd ciągłe poszukiwanie tego uznania, tych interakcji na społecznościówkach.

Ja nie mówię że mamy się cofnąć o dekadę o czasów forumków – te czasy nie wrócą w takiej formie w jakiej były i trzeba się z tym pogodzić jeśli ktoś tego jeszcze nie zrobił. Butgra się zmieniła, to już nie jest pasja garstki osób, rozrost środowiska spowodował dość mocne spłycenie całej tej zajawki w ogólnym odbiorze – OK, taka kolej rzeczy, tego się nie przeskoczy.

Powyżej napisałem, że social media to nie jest układ zero-jedynkowy – to jest miecz o dwóch ostrzach, który czyni równie dużo dobrego co i złego. Jest nam łatwiej wymieniać się poglądami, możemy szybciej przekazywać sobie informacje, ale kosztem tego że jest się zasypywanym całą masą spamu. Przez ten spam rozumiem te wszystkie działania pod publiczkę, byle się pokazać – stylizacje tylko do zdjęcia, chwalenie się czymś co za chwilę i tak się sprzeda itp. Osobiście mnie to stawia przed pytaniem – po co to wszystko? W imię czego? Raptem około miesiąca temu pisałem o tym, że gdzieś trochę uleciał ze mnie zapał do prowadzenia tej strony (co chyba widać po częstotliwości działań) – bo widząc to co się dzieje człowiekowi się odechciewa czegokolwiek. Ale żeby nie było – tak naprawdę to nie te aplikacje spowodowały taki a nie inny stan rzeczy. My to zrobiliśmy. Tak my – poprzez podporządkowanie się tym regułom, dostosowanie się i pójścia z prądem. „Kłamstwo pow­tarza­ne ty­siąc ra­zy sta­je się prawdą”. Nie zaorze się tego i nie postawi od nowa. Można zaakceptować aktualny stan rzeczy, można się z tego wypisać, sprzedać kolekcję, pójść inną drogą, albo jeśli ma się siły iść pod prąd pozostając sobą. W moim odczuciu to w jaki sposób jest teraz prezentowana butgra w mediach, to niewiele ma ona wspólnego z autentycznością – ale przecież wszystko jest na sprzedaż bo pieniądze nie śmierdzą…

There are 2 comments

  1. Kuba

    Tekst z mega przesłaniem, zgadzam się w większości przypadków nawet, ale przydałaby się lepsza interpunkcja oraz zastanowienie się nad znaczeniem niektórych słów, bo niektóre zdania mi się nie trzymają kupy, albo trzeba się domyślać znaczenia. Pozdro!

    1. c.

      Nie chcę/ nie uważam w żaden sposób za wytłumaczenie mówienie „moja strona, piszę jak chcę”- nie, nic z tych rzeczy. W pełni sobie zdaję sprawę że moje pisanie nie jest idealne i wynika to po prostu z braku warsztatu. Moja edukacja polonistyczna skończyła się wraz z egzaminem dojrzałości ponad dekadę temu 😉 Stąd mimo starań wiem że zawsze będą jakieś niedociągnięcia i to nie jest celowe, ani nie wynika że robię to na odwal.

Dodaj komentarz