#ButologiaTalk – porcja luźnych myśli #3

Ostatnio popełniłem tekst o social media, o tego piętnie na butgrze, który spotkał się z niezłym przyjęciem. Niemniej tak jak to nieraz bywa, po napisaniu jeszcze ma się ochotę coś dodać. Albo może nie tyle dodać co człowiek się zastanawia czy może nie używa zbyt wielu skrótów myślowych, czy może nie powinien dopisać jeszcze kilku zdań lepiej oddających o co mu chodzi.

OK, czemu tyle jadu?

To wszystko ma odbicie w tym jak ja patrzę na butgrę, streetwear, jak ja to rozumiem – pokuszę się o określenie – jak ja zostałem wychowany. Wspomniane rzeczy są dla mnie stricte związane z kulturą ulicy – to ona stanowi „core” tego środowiska. Dla niej esencją jest indywidualność. Nieważne przez jaki czynnik trafiło się w buty – czy to była koszykówka, czy to jazda na desce, graffiti, muzyka. Rdzeniem jest to aby robić to po swojemu, samodoskonalić się, mieć własny styl, własną bajkę. To było motorem napędowym. Wychowując się w takim przeświadczeniu a widząc to co jest dziś trudno nie wyczuć tutaj zgrzytu. Sorry, obserwując atak klonów, wałkowane w kółko schematy które się „klikają” – ba, one są robione po to aby się „klikały” – to wszystko przestaje być fajne. To jest pseudo indywidualność, albo indywidualność na pokaz. Szpanerstwo. Nie wiem, może teraz się zmieniły standardy, ale ja żyłem w przeświadczeniu że to odnoszenie się, szpanowanie to nie jest nic fajnego. Cóż, pozmieniało się.

Mam więcej szacunku dla osoby która pokaże mi kolekcję Reeboków których musiała się trochę naszukać albo sygnowanych modeli któregoś z graczy NBA poza MJ’em niżeli dla kogoś ze wszystkimi parami z kolekcji The Ten Nike’a i Virgila. Chyba większość widziała ten obrazek który idealnie obrazuje to co się teraz dzieje:

Pieniądze ponad zajawkę. To jest dzisiejszy światek streetwearowy i sneakersowy. W momencie kiedy wszystko wokół zaczyna się kręcić wokół kasy, to przestaje to sprawiać przyjemność – przynajmniej mnie. Każdy chce wszystko na wyciągnięcie ręki, a zapomina się o bardzo ważnym czynniku – poszukiwaniu. Nie tylko w kontekście wertowania za parą o której marzymy, a sposobu wyrażania siebie. Jest ta znana mantra „moda jest tymczasowa, styl jest wieczny”. Eksperymenty modowe eksperymentami, ale ile osób które tak poszukuje tego uznania w społecznościówkach potrafiłoby szczerze przyznać że jest tą wspomnianą chorągiewką na wietrze, a na ile poszukuje tego miejsca dla siebie? Przykładowo – w mojej szafie połowa rzeczy jest w kolorze czarnym, do całych czarnych butów także mam słabość – i dla mnie to jest właśnie element mojego stylu – tak samo ktoś może mieć hopla na punkcie białych butów, raw denimu czy czapek. Modę się kupi, styl nie.

Siłą rzeczy jako osoba obserwująca scenę od lat – osobiście coraz częściej widzę pozerstwo i szpanerstwo które dawniej byłyby napiętnowane, a teraz wzbudzają zachwyt. Tak, coraz trudniej mi zrozumieć dzisiejszą „butgrę” i „streetwear” – celowo umieszczam w cudzysłowie – bo jak coś robi zwrot o 180’ i neguje to co było to jak to rozumieć?

Zbaczając z tematu na nieco inny – w dzisiejszych czasach pojawia się pewien absurd. Prowadząc taką stronę jak ta, trudno robić to na pół gwizdka. Znów trochę dzięki „ulubionym” skryptom na FB czy IG, które niemal wymagają ciągłych działań. Robisz sobie kilkudniową przerwę? To jak z niej wrócisz to wtedy to co wrzucisz na społecznościówkę pokażemy mniejszej liczbie osób niż zwykle! Tak jakby nie można było na pół etatu.Trochę tak jakby było się sneakerheadem albo nie. Uważam że to jest chore i jest to kolejny czynnik który zabija zajawkę, wypala ludzi. Masz wiedzę, chcesz się nią dzielić? To zapłać za promowanie postu! Powtórzę – chore. I zniechęcające. Coraz trudniej robić coś „tak po prostu” – nie, trzeba się głowić, niemal układać kampanie jak chce się działać aby trafić do ludzi. Chcesz dać coś od siebie i pytanie – chce Ci się przebijać przez ten cały syf pseudoinfluenserów czy masz to w dupie i nie robisz nic?

Czy jakimś pozytywnym aspektem zakończę dzisiejszy wpis? Dobra, pochwalę się. Jeden z ostatnich zakupów a który nie jest świeżą premierą. Air Max 1 „Patch Pack” z początku 2015. Skoro kolejny rok z rzędu przyjęło się same „L’ki” na Air Max Day, to od pewnego czasu szukałem czegoś z ciut starszych wydań które można wyrwać w ludzkiej cenie (#TeamRetailOrLess). Jak wiadomo, Air Max 1 od początku tej dekady jako model nie grzeszył kształtem/jakością, stąd spectrum poszukiwań wybitnie szerokie nie było. Jest to kolejny dowód mojej słabości do czerni plus coś co od razu wpadło mi w tym wydaniu w oko jeszcze jak pisałem o nim w 2015 – kształt! Dół buta w technologii Fuse robi robotę w tym względzie, a płótno na górze zapewnia charakter. Rzepy? Bajer 😉 Bez parcia aby przyczepiać je gdzieś poza językiem, ale fajnie że są. Podsumowując – „another one” 😉

⚫️. #airmax1 #patchpack #lpu

Post udostępniony przez Karol Zimny (@karol_zimny)

There are 4 comments

  1. Blessu

    Płacenie za promowanie posta to choroba XXI wieku w materii szeroko rozumianego „dziennikarstwa” w social media. Dlatego wielki szacunek dla Ciebie, że się nie poddajesz i robisz to co kochasz <3 Co do butgry, moim zdaniem wszystko zależy od danej osoby. Kwestia indywidualnego pojmowania sceny butów. Tak samo działają reklamy, do niektórych trafi i są zachwyceni, inni uznają za "kicz" i oleją. Niestety nie da się tego powstrzymać, za dużo osób obiera sobie po prostu za cel adaptowanie się na kogoś sławnego, niż wyrażać siebie samego. Btw. dorwałem w końcu moje ukochane AJ 3 wool <3 w normalnej cenie 😛 niektórzy ich nienawidzą a ja je kocham 😀 Pozdro!

    1. Barteq

      Mi też te wełniaki wpadły, kto wie może skorzystaliśmy z tej samej wyprzedaży. Co prawda jeszcze nie było okazji żeby ubrać, ale co tam ;-).

    2. Barteq

      Ciężko mi się wypowiadać na temat but gry, bo za krótko w tym siedzę. Ale ja zawsze podążałem swoim nurtem i często miałem odmienne zdanie do większości. Takie czasy nastały, że społecznościówki rządzą. Zostałem, chyba jednym z niewielu który nie ma konta na fb, ale ig chyba będę musiał w kóncu założyć bo trochę mi przez to umyka. Chociaż żeby coś obejrzeć na profilu Karola swojego posiadać nie muszę 😉
      Jak to jest, że to wydanie AM1 z 2015 ma tak przyzwoity kształt.

  2. c.

    @Blessu – dla mnie esencją jest podchodzenie do tego na własny sposób. Oczywiście nie da się wszystkiego robić po swojemu, choćby w kwestii butów zawsze będą pary wielbione przez więcej osób albo będzie wydanie które pośród znajomych będzie w posiadaniu więcej niż jednej osoby. Ale niestety teraz widzi się pogoń za tym co drogie jak i poszukiwanie akceptacji innych przy zakupie a nie kierowanie się tym co mi się podoba. Ty sprawiłeś sobie AJ3 Wool – spoko! Osobiście mam do nich neutralny stosunek, tak jak inni mogą mieć do wielu moich par. Nic na siłę, nic pod publikę, byle samemu czerpać z tego przyjemność.

    @Barteq – osobiście ciągle mam z ~20 par nowych, nienoszonych…
    w kwestii AM1 – wydania bazujące na technologii Fuse chyba zawsze mają bardzo dobry kształt – czy to AM1, czy AM90, Nike w tworzywie jest w stanie zrobić ładny spiczasty kształt gdzie na powyższym zdjęciu wg mnie dobrze widać, jak lepiej prezentuje się but.

Dodaj komentarz