Recenzja – Nike Zoom KD10

Kevin Durant dobił krągłej liczby ze swoim sygnowanym modelem – niewielu graczom było dane posiadać dziesięć sygnowanych modeli, a przecież to jeszcze nie koniec. Zoom KD10 tym razem nie są jakimś przewrotem jeśli chodzi o zastosowane rozwiązania (a jakie nam się zdarzały przy poprzednikach), lecz czy zawsze chodzi o to aby było czym zaszokować?
Nike Zoom KD10

Nike Zoom KD10

W KD10 mamy można powiedzieć esencję jeśli chodzi o zalety i wady w pełni tkanej cholewki w bucie do gry. Na pewno na plus – wkłada się stopę i nie było żadnego „ale”, potrzeby rozbicia, ułożenia – gotowy do gry z miejsca i nie sprawiał najmniejszy problemów. Wady? Stawiając wyłącznie na Flyknit bez wyściółki trudno jest uniknąć sytuacji, że przy mocniejszym zasznurowaniu buta jednak nieco te sznurówki można odczuwać się na stopie. Nie jest to jakieś mocne wżynanie się (stawiam że dlatego dali grube sznurówki aby tą siłę napięcia nie kumulować w cienkim sznurku), które wraz z graniem się układa, ale z drugiej strony system dodatkowych linek rodem z pobocznych KD Trey5 V nie byłby głupim rozwiązaniem. Teoretycznie komfort stoi na bardzo fajnym poziomie, lecz z drugiej strony mocne zawiązanie trochę się na nim odbija. A jak się zasznuruje zbyt lekko – stopa będzie chodzić w bucie podczas ostrzejszych zmian kierunku – czyli znalezienie wypadkowej to niekoniecznie muszą być niczym rurki z kremem.

kd10-b

Nike Zoom KD10

Tak jak wspominałem w Pierwszych Wrażeniach – ja poszedłem z rozmiarem pół w dół i za nic bym nic nie zmienił w tym zakresie, choć jak zaznaczałem – osoby z masywniejszymi stopami zapewne odnajdą się w parze w swoim rozmiarze a klasycznie najlepiej zawsze postarać się gdzieś przymierzyć bo to jeden z tych modeli który każdemu może inaczej leżeć na nodze.

kd10-c

Nike Zoom KD10

System Zoom Air na całej długości – o tak, to lubię! Tutaj krótka piłka – jeśli ktoś poszukuje sprężystego Zoom Air na każdym kroku, to nie trzeba dalej szukać. Oczywiście, rzeczy której ja nie jestem w stanie sprawdzić to trwałość – czy znów po kilku małych miesiącach poducha nie będzie pękać? Może jest odrobinę sztywniej względem KD9, lecz na chwilę obecną trudno znaleźć bardziej sprężystą amortyzację w katalogu Nike’a bez odbicia na stabilności.

Trakcja… najłatwiej jest mi nazwać ją nierównomierną. Na czystej sali bez najmniejszego „ale”, but bardzo dobrze trzymał się parkietu aż miło. Ale gdy pojawiał się bród… niestety, tutaj niemal obrót o 180’. Pomimo tego że nawet nie jest to wydanie z przezierną podeszwą (gdzie doświadczenie pokazało że ten rodzaj gumy w Nike/JB bywa zdradliwy przy brudzie) to bywały momenty że brakowało pewności przy kolejnym kroku. W teorii mamy niemal identyczny podział na część palców i resztę podeszwy jak w KD9, lecz to w KD10 brakowało mi sporadycznie przyczepności przy czubku buta, gdzie z drugiej strony widziałem większe zużycie bieżnika.

kd10-d

Nike Zoom KD10

Z punktu widzenia czystko wizualnego – tak, KD10 uważam za bardzo udany projekt, który jak dla mnie jako jeden z nielicznych ma aspekty dzięki którym może być chętniej chwytany do codziennego noszenia. Idąc dalej – patrząc na ich „podzespoły”, nie uważam aby czegokolwiek im brakowało w kwestii grywalności – ale tym razem mam gdzieś z tyłu głowy wrażenie, że jednak ten mechanizm całościowo coś nie trybi. To nie pierwszy model, kiedy oglądając buta wszystko sprawia wrażenie bycia na swoim miejscu – co zawiniło w takim razie? Użytkownik? To w końcu ma być but, który przede wszystkim ma odpowiadać Durantowi. Niemniej jeśli chodzi o KD10, diabeł tkwi w szczegółach – na brudnej sali mnie zawodziły, lecz na czystej nie miałem żadnego „ale”. Kwestie komfortu, trzymania stopy też trochę zależały od grubości skarpet w jakich się grało (osobiście preferuję cienkie „stopki”, gdyż lubię dobrze czuć buta, choć to dana para weryfikuje jakich skarpet używam). Nie chcę być zgryźliwy, ale jest pewna cecha która charakteryzuje sporą część modeli Kevina – nie są one dla wszystkich. Raz nie można mieć za wąskiej stopy, innym razem wysokie podbicie będzie problemem – niby pierdoły, ale bardzo często coś.

kd10-e

Nike Zoom KD10

Podsumowując – nie chcę mówić że KD10 to jest nieudany model. Nie, on znów będzie powodował skrajne emocje lubię/nie znoszę. Uwielbiam tą poduszkę Zoom Air w Nike’u, w pełni flyknitowa cholewka bardzo fajnie leży, ale w KD10 jakoś osobiście nie znalazłem tej chemii, którą widziałem w części poprzedników. Oczekiwania za wysokie? Nie wykluczam, gdyż modele Kevina od lat były dla mnie jednymi z ulubionych w danym sezonie. Na pewno jest to fajny model to posiadania w rotacji, z racji choćby wspomnianej bardzo fajnej amortyzacji. Mówiąc w skrócie – są niezłe, ale nie są super. Czego chciałbym od ich następcy? Pewniejszej trakcji oraz jednak pozostanę przy opinii, że nawet cienka wyściółka przy flyknitowej cholewce byłaby na plus.

W swoją parę możecie się zaopatrzyć m.in. na Pro-baller.com czy oficjalnej stronie Nike’a.butologia_tabelka_nike-kd10

Dodaj komentarz