• Jaka dzi moga by inna para jak nike vengeance czyli
  • Id za ciosem  para 166 kolejna odsona VSeries tym
  • Wczoraj si siedziao nad zmian wygldu strony ze a nie
  • Po ponad 7 latach przyszed czas na zmian Generalnie prawie
  • Przy deszczowej pogodzie ostatnio si wygrzebao z kartonu vans geoffrowley
  • Para z dzi czyli numerek 163 newbalance nb575 x crookedtongues
  • Klasyczne Best of butologia  to ju numer 99! soletoday
  • Para z dzi czyli numerek 162  adidasoriginals x alexanderwang
  • Dobra ju bez wymwek pozgrywao si zdjcia z aparatu Para
  • Jeden z zakupw z zeszego miesica  huf hupper2 low
sneakerscena-ico

Czym jest dziś scena sneakersowa?

Dziś na tapetę wjeżdża grubszy temat. No bo właśnie – czym tak naprawdę w dzisiejszych czasach jest scena sneakersowa, czy w ogóle jeszcze możemy o takowej mówić?

Prawdę mówiąc, pytanie które zadałem w tytule jest tak złożone, że tak do końca nie wiem od czego zacząć, naprawdę… Mając nie mały ogląd jak to u nas wygląda na przestrzeni lat, powiedzieć że się pozmieniało to jakby nic nie powiedzieć. Do tego stopnia pozachodziły zmiany że nie wiem na ile można mówić w ogóle jeszcze o jakiejś scenie czy zbiorze jednostek. Oczywiście że przed laty można było mówić o jakimś rdzeniu, społeczności, grupie osób która się znała, wymieniała poglądami, mniej/bardziej szanowała. Teraz? Wraz z rozrostem całego sneakersowego rynku dzieje się coś na wzór rozrostu miasta – było centrum jako ten rdzeń gdzie wszystko się dzieje, z czasem obrosło w obrzeża, gdzie już przestało być tak istotne czym żyje centrum. Lecz później to centrum stało się starym miastem bo życie przeniosło się w inną jego część. Czasy istnienia społeczności na forach minęły, a „życie” przeniosło się na facebookowe grupki i inne społecznościówki.

Rzeczą którą obserwuje od dłuższego czasu, to stanowisko że „moja prawda jest prawdziwsza”, zachwyt nad tym że droższe=lepsze, że jak coś za mało się wyróżnia, jest klasyczne/stonowane, albo co o zgrozo przypomina coś sprzed kilku lat = hejt, że słabe, do dupy, co to ma być. Niestety taką postawę często przybierają osoby młode, nieraz zachowujące się jakby pozjadały wszystkie rozumy. Nie, to nie chodzi o to że mam „ból dupy” – obserwując rzeczy na przestrzeni lat mam na pewno ciut większe obeznanie, pogląd z szerszej perspektywy. Każdemu ma prawo podobać się co innego, ale widząc nie raz te klapki na oczach, to naprawdę woła o politowanie. To nie chodzi o to że ja chce komuś nakazywać jak należy myśleć – chodzi o to żeby nie być dupkiem zamkniętym w swoim poglądzie. Ktoś może teraz mieć wszystkie kolorystyki Yeezy, tak jak przed laty ktoś mógł mieć kolekcję kolaboracji Asicsa czy wcześniej New Balance’a – kto co lubi – ale nie róbmy z tego jedynej słusznej drogi w tej całej zabawie.

Przed laty pomiędzy sceną sneakersową a streetwearową można było postawić znak równości – to mniej więcej szło w parze. Teraz niewątpliwie te drogi się rozdzieliły – oczywiście są między nimi powiązania, ale osoby kolekcjonujące buty nie koniecznie muszą teraz znać najnowsze trendy odzieżowe, tak jak osoby podążające za modą nie muszą wnikać kim jest Jeff Staple, Frank The Butcher czy Dave White. Niemniej schodząc lekko z tematów butów na kwestię mody – widzi się teraz pewien rodzaj parcia aby usilnie ubierać się odmiennie, inaczej niż wszyscy. OK, ja z tym nie mam żadnego problemu, kto co lubi. Choć osobiście coś czemu kultywuje od lat – jak się chce brać za łamanie zasad, wpierw trzeba je znać. Jest cała masa chwilowych trendów, które są niczym gwałt na modzie – pewnie teraz liczba like’ów się zgadza, ale za 2-3 lata pewnie wszyscy będą się wstydzić swojej stylówki i kasować stare zdjęcia na Instagramie. Do czego zmierzam – modą można się bawić, ale trudno mi uwierzyć, że jakiś dziwnym trafem ta zabawa polega na łapaniu się wszystkiego co aktualnie fajne i potem jak chorągiewka wszystko zmieniać pouczając wszystkich wokół co jest fajne a co nie. Powtórzę – każdy może ubierać się jak chce, każdy musi popełnić swoją ilość błędów (nie tylko tych modowych), nic mi do tego, ale nie tłumaczcie swojego usilnego podążania za modą w sposób „moja prawda jest prawdziwsza”, „Ty się nie znasz”. Jest spora szansa że się znam nawet lepiej, ale nie mam w zwyczaju kopać się z koniem i wchodzić w dyskusje prowadzące do nikąd. Już może nie będę wałkował tematu, że teraz pod pojęciem „streetwear” coraz częściej spotyka się coś na wzór balu przebierańców, gdzie chodzi aby się pokazać po czym przebrać w co innego i przy okazji sprzedać 3/4 rzeczy aby można było kupić kolejne „drogie metki”.

Jest pewne podejście – „pozwólcie dzieciom być dziećmi”. Stąd w żaden usilny sposób nie ingeruje w to co się dzieje wokół światka butowego, nie prowadzę krucjat, niech każdy bawi się w to jak chcę. Kilka lat temu coś wyglądało tak, teraz prezentuje się inaczej – pewne zmiany są nie uniknione. Rzeczą do której dążę, to jedynie aby było więcej szacunku i mniej tych regularnie przywoływanych klapek na oczach. Ja jestem osobą lubującą się w sporej różnorodności w kwestii butów, ale nie pałam miłością do wszystkiego co wychodzi. Niemniej wiem, że tak jak ja lubuje się przykładowo kolaboracyjnych adidasach ale nie koniecznie tych najbardziej rozchwytywanych, tak ktoś inny w ten sam sposób może patrzeć na Air Force’y czy inny model. Przed laty pamiętam przewijający się tekst „nie moja bajka ale szanuję zajawkę” który wtedy miał trochę wydźwięk pejoratywny ale właśnie – mogło się coś nie podobać, lecz nie musiało się to wiązać z falą hejtu (choć wtedy to bardziej ludzie krytykowali za fatalnie leżące spodnie na butach…).

Mi nie chodzi o krytykę tego co jest, o jakieś wskazywanie „jedynej właściwej drogi”, ani też powodowania że w kometarzach zobaczę obrazek z „maścią na ból dupy”. Uważam że w ostatnim czasie idea wzajemnego szacunku gdzieś została zrzucona z piedestału na rzecz lajków, szpanowania drogimi metkami i samozachwytem. Zdobywanie wiedzy odbywa się na zasadzie „powiedzcie co jest teraz fajne / co to za wydanie” bez próby zgłębiania czegokolwiek samemu i poszukaniu odpowiedzi choćby najpierw w wynikach wyszukiwania w Google. Czy naprawdę to wszystko zmierza w kierunku próżności i ogłupienia? Może powoli zaczynam pieprzyć jak stary dziad, można tutaj półżartem wstawić „nie o taką scenę sneakersową walczyłem”, ale obserwując to co się dzieje, odnoszę wrażenie że spora część zajawki gdzieś wyparowała. A czy to ona nie powinna być tą nadrzędną rzeczą w scenie sneakersowej?

3 komentarze

  • Młody

    27 grudnia 2017 at 20:04

    Moim zdaniem to nie jest pieprzenie starego dziada tylko głos starszego w fachu kolegi. Jestem rocznikiem 98, swoją przygodę z kicksami właściwie dopiero zaczynam. W mojej kolekcji widnieje tylko logo „skaczącego ludzika” i przyznam, że słyszałem komentarze rówieśników lub znajomych typu: „daj spokój z tymi starociami teraz wszyscy chodzą w yezzy”. To prawda, są bardzo mocno wyhypowane, co nie znaczy że ja jestem wszyscy i też muszę w nich śmigać. Lubię wyglądać inaczej w tłumie, założyć 13 Cherry pamiętając słowa znajomych: „wyglądają jak kopyta, ochydne są”. Mi się podobają, trafiają w mój gust i mają kawał fajnej historii. Według mnie kolekcjonowanie kicksów nie polega na kupowaniu dla szpanu tego co modne, polega to na kupowaniu tego co trafia do nas, skłania nas do refleksji nad danym modelem i naprawdę nam się podoba.

    Odpowiedz
  • Tomasss

    29 grudnia 2017 at 07:41

    Myslę, że posiadanie własnego zdania ogolnie w zyciu jest przydatną cechą nie tylko jeśli chodzi o wybór obuwia 😉

    Nie ukrywam, ze pasją do butów zaraziłem się śledząc koszykówkę w latach 90tych mniej wiecej od czasu powrotu MJ do NBA. Dlatego tez, bacznie sledze modele retro, które przypominają mi tamte czasy ale to nie jest tak, ze kazdy model mi „siedzi”. Dzięki temu wyżej cenie sobie modele od X wzwyż bo poprostu pamietam jak za dzieciaka pragnalem miec te buty w szafie. Modele typu 3,4,5,6 mają fajny design ale kupując je bardziej skupiam sie na tym, czy rzeczywiscie mi sie dany model /kolorystyka podoba

    nie wiem czy gdybym urodził się w 98 roku, to też chciałbym miec Jordany.. Hajp na yeezy wykreowany jest przez niską podaż tego buta plus całkiem znosny design.. ale mnie ten but nie dotyka bo jestem za stary na takie „jaranie” sie,

    Jak wiadomo marketing jest dzwignia handlu i nawet nawieksze g… zareklamowane w odpowiedni sposob sprzeda sie jak cieple buleczki (przyklad air maxow 97, ktore wyglądaja jak z najgorszego bazaru ale ludzie tego chcą!)

    Odpowiedz
  • Młody

    29 grudnia 2017 at 19:44

    Moim zdaniem data urodzenia nie ma nic wspólnego z indywidualnością i chęcią wyglądania inaczej w tłumie. Kupując to co akurat jest modne niestety się tego nie osiągnie. Sam nie wiem skąd się wzięła ta zajawka na retro ale po prostu ją mam i cieszę się z tego, takie hobby i tyle 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz