PODSUMOWANIE ROKU 2015

podsumowanie-roku-2015Rok rocznie mierzę się z zagadnieniem „ostatnie 12 miesięcy w pigułce”, gdyż trudno inaczej nazwać poniższy tekst. Ukazała się cała masa butów, gdzie części premier z nich się nie zarejestrowało, albo zdążyło już zapomnieć. Jaki właściwie był ten 2015?

Jeśli mam jak najbardziej w skrócie opisać miniony rok, to powiedziałbym „rozrost” i „zmiany”. Tak, rynek obuwniczy ciągle rośnie, fascynacja butami zaraża coraz więcej osób, albo inaczej – coraz więcej osób widzi fascynację w posiadaniu więcej niż jednej pary butów. No właśnie – 2015 to także pewne zmiany w samej scenie obuwniczej. Tak naprawdę coraz trudniej mówić tutaj o jakiejś scenie, gdyż za sprawą wszelakich społecznościówek odniosłem wrażenie, że bardziej zaczęło się to wszystko rozjeżdżać/zacierać, a same buty znów zostały uprzedmiotowione, stały się kapitałem a nie pasją.
Wraz z zacieraniem się granic też ciągle widzimy zmieniające się tendencje w tym co się nosi na co dzień. Swoje „5 minut” ponownie mają performeance’owe biegówki na czele z Ultra Boostami adidasa i Flyknit Racerami od Nike’a, gdzie jedne i drugie ciągle potrafią sprzedać się na pniu. Jest to oczywiście pochodna ciągłego rozwoju technologicznego, gdzie kilka lat temu tkana cholewka wydawała się abstrakcją, teraz co niemal codzienność i życie pokazuje, że to się sprawdza. Nie ma się co oszukiwać – ten „rozwój” to też cała machina marketnigowa aby ciągle można było czymś nowym zaskoczyć klienta i coś czego ten klient oczekuje. Też nie raz sam się łapię na tym, że jak jakiś model niczym mnie nie zaskakuje względem poprzednika, to moje zainteresowanie nim spada.
Cieszę się, że ciagle w naszym kraju odbywają się imprezy pokroju Sneakerness, Warsaw Sneaker Market czy krakowskie The Sneakers Day – od tego kto i z czym się tam wystawia, dla mnie ważniejsze jest ile osób siedzących w tym środowisku można tam spotkać, gdyż to stanowi dla mnie esencję takich eventów. Póki ludzie chcą się ruszyć z domów, to zawsze będę kibicował takim przedsięwzięciom.

Przejdźmy do kilku słów na temat każdego z producentów z osobna.

Nike/Jordan Brand. Ten koncern ma największy udział w rynku, czy się to komuś podoba czy nie, niezależnie czy rok był mniej czy bardziej udany, słupki sprzedażowe ciągle rosną. Tak, było kilka ciekawych wydań w minionym roku (powrót Air Mowabb, Sock Darty, Air Presto, udane 20-lecie Air Max 95, czy ciekawe hybrydy jak Air Footscape Magista czy Free Hypervenom), rozchwytywane kolaboracje (bo jakże inaczej byłoby współpracując z Supreme) no i prawie co weekend nowe retro Air Jordanów że szłoby zbankrutować próbując kupić większość interesujących par. Czego mi zabrakło? Żaden nowy model do gry mnie nie zachwycił wizualnie – naprawdę myślałem że Kobe 11 będą czymś, że szczęki będę szukał na podłodze, przy Kyrie 2 ciągnie się widmo porównań do innych modeli Nike’a, a przy 30-leciu linii Jordan Brand naprawdę dziwię się, że nie dostaliśmy Air Jordan XXX w 2015. Nike/JB może ciągle serwować nam całą gamę wydań retro i grać na naszych wspomnieniach – robią to od lat, wiedzą jak to robić, to w końcu oni rozdają karty w tej grze. Pytanie jak długo tak można działać, bo to nie 2005 i konkurencja nie śpi.

adidas. Według mnie trudno podważyć fakt, że ten rok należał do tej marki. Możemy nie lubić Kanye Westa, lecz każdy chce jego buty po to aby choćby sprzedać je za trzykrotność. Z 45-leciem Superstarów to już może trochę po bandzie lecieli, bo w moim odczuciu to trochę zbyt wiele tego się ukazywało, co po prostu może już męczyć i się przejść. adidas znacznie odważniej zaczął stosować tkaną cholewkę Primeknit w butach do gry (Crazylighty 2015 uważam za jedne z najciekawszych butów do grania pod względem wyglądu jakie ukazały się w minionym roku), a pianka Boost zniwelowała tą lukę w kwestii amortyzacji, która była zarzucana marce z trzema paskami. Ultra Boost – biagówka, która nie wiem czy jest częściej kupowana do treningów czy codziennego użytku – kolejny świetny model od adidasa. Na koniec roku NMD, czyli nowy model ze zgrabnie ubraną otoczką odniesienia do przeszłości opakowany w nowe rozwiązania. Tylko tutaj pojawia się pytanie – wdrapali się na szczyt – pytanie czy uda im się na nim pozostać, czy skończy się na chwilowej modzie na 2-3 sezony.

Under Armour. Nagroda MIP w tym roku leci do UA, gdyż 2015 był dla nich naprawdę udany. Powiedzenie że Steph Curry trafił im się jak ślepej kurze ziarno będzie nadużyciem, niemniej mało kto się spodziewał takiego obrotu spraw. Jest to z drugiej strony potwierdzenie pewnych manier – rynek kocha zwycięzców, stąd modele Curry’ego idą jak ciepłe bułki (do tego stopnia że w kraju ciągle jego modele możemy oglądać na ekranach komputerów, gdyż UA USA trzyma prawie wszystko dla siebie). Nie można zapominać, że w rynku performance’owym nie ma czasu na przestój i ciągle trzeba klienta raczyć czymś nowym (w Nike’u doskonale o tym wiedzą) – UA udało się zwrócić na siebie uwagę, lecz walka o rynek trwa dalej. Niemniej, na rywalizacji między markami powinniśmy najbardziej korzystać my, czyli klienci.

Puma. Końcówka 2014, podpisanie kontraktu z Rihanną jako ambasadorką marki – na efekt tej współpracy czekaliśmy do jesieni, gdy to jej mini kolekcja zawitała do sklepów i co według mnie na plus, nie było to wydanie arcy limitowane. W moim odczuciu fajne jest to, że ich produktem nie jestem atakowany z każdej strony – choć z drugiej strony, czy to właśnie nie trzeba atakować każdą możliwą metodą, aby odnieść sukces na rodzimym rynku… Ciekawie zapowiada się w przyszłym roku, gdyż Puma ma dla nas mieć samo wiążące się buty.

Reebok. W 2015 było obchodzone 25-lecie modelu Ventilator, czyli mieliśmy dość znany schemat – był powrót oryginalnych kolorystyk, sporo kolaboracji (nawet jedna w naszym kraju z Aretą z Local Heros), były działania na rodzimym rynku poprzez rozsyłanie par dla promocji modelu. Powiem szczerze, że nawet zdążyłem nieco polubić ten model i wydania przy współpracy z Mastermind czy Kendrickiem Lamarem naprawdę wpadły w oko. Reebok też wynalazł sobie niszę w postaci fitnessu, crossfitu i sportów walki, którą od kilku małych lat sobie pielęgnował – teraz to inni muszą próbować się przebijać przez środowisko opanowane przez „Deltę” i mam tylko nadzieję, że nie spoczną na laurach, gdyż ich próby powrotu do innych dziedzin sportowych ciągle są mało skuteczne (ZPump Rise to ciągle nie jest nic przełomowego aby jakkolwiek zwrócić uwagę na siebie w koszykówce).

W 2015 w znacząco mniejszym zakresie śledziłem wszelakie kolaboracje itp. – z prostego powodu – było tego tak dużo, że nie sposób dla mnie było to ogarnąć plus drugi fakt – ileś wydań po prostu albo nie przypadła mi do gustu, albo wyglądała wtórnie. New Balance miał kilka świetnych premier (współpraca z Concepts, Premier, Ronnie Fiegiem), Asics obchodził 25-lecie Gel Lyte 3, Saucony mimo całej mojej sympatii do marki, totalnie mi umknęło.

Kolejne trio – Kangaroos, Le Coq Sportif i Diadora. Trzej producenci, którzy w swoich kolekcjach mają ciekawe modele, którzy co roku przyciągają do siebie osoby szukające alternatywy dla głównych marek, a mając w ofercie produkt dobrej jakości (albo udane kolaboracje) to trudno nie wzbudzać zainteresowania klientów. Minus to fakt, że Diadory u nas ze świeczką szukać.

Moja Top Lista 2015 – bez kolejności.
adidas Ultra Boost
adidas Yeezy 350 Boost
Asics Gel Lyte III x Packer Shoes „Dirty Buck”
Converse Chuck Taylor All Star II Low
New Balance 997 x Concepts „Luxury Goods”
Nike Air Max 1 „Patch”
Nike Lunar Force 1 x Acronym
Modele koszykarskie Nike’a z drugiej połowy lat ’90 (Air 3, Zoom Flight 95, Air Max Sensation – tak, mam słabość do tego okresu…)
Puma R698/Trinomic Sock x Stampd
Reebok Ventilator x Kendrick Lamar

Warte wspomnienia.
adidas Crazylight Boost 2015
adidas NMD
Under Armour Curry 1
Jordan XX9 MTM
NikeLab Air Flight 89

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.