No images found!
Try some other hashtag or username

Powrót do dzieciństwa, kupowanie marzeń czy przesyt wszystkiego?

Temat dziś przeze mnie poruszany narastał we mnie od pewnego czasu – są to spostrzeżenia, wnioski z dyskusji, jak i efekt upływających lat, kiedy to w mniejszym bądź większym stopniu ma się kontakt ze sferą obuwniczą.

Nie tak dawno mieliśmy szał związany z Air Magami i datą 21 października (nie spodziewałem się takiej „klikalności” na FB i stronie będąc szczerym…) – tak, „Powrót do Przyszłości”, Marty McFly, samo wiążące się buty, inni też chcieli kawałek tego tortu. Casio przypomniało nam zegarek w jaki miał Michael J.Fox na filmie, Pepsi dało specjalna butelkę, Toyota pracuje nad unoszącą się deską. Podziwiam Tinkera Hatfielda że prawie trzydzieści lat temu potrafił stworzyć koncept który po dziś dzień nas elektryzuje i zarazem stał się trochę takim króliczkiem którego chce się złapać, dopiąć swego i urzeczywistnić ideę która kiedyś na potrzeby filmu się narodziła. Nie ukrywam że posiadanie tego buta byłoby sporą ciekawostką w swoich zbiorach, ale zaczęło się rodzić pytanie – abstrahując od kwot jakie pewnie trzeba by za nie zapłacić – czy kolejny but z cyklu „fajnie że mam, ale pewnie i tak ubiorę max dwa razy?” Drugą kwestią która przyszła na myśl, to fakt, jak teraz tego typu wydarzenia są łatwo rozdmuchiwane i zaszczepiana jest fascynacja do nich…

Mając jakiś tam ogląd tematu na przestrzeni lat, kiedy to w mniejszym bądź większym stopniu ma się kontakt z butgrą, sam się nie raz łapie na tym, jak info o jakiejś premierze powoduje u mnie szybsze bicie serca. Czasem jest to spowodowane odniesieniem do młodzieńczych lat, kiedy daną parę kojarzy się z Magic Basketball i plakatów na ścianach albo pamięta się ten but ze sklepowych półek, kiedy to w latach ’90 można było co najwyżej przymierzyć w sklepie – lecz po tym przychodzi chwila refleksji – tak, są fajne, chciałbym je – ale czy to znów nie będzie tak, że przyjdzie paczka, otworzę, zajaram się, zrobi się zdjęcie na społecznościówkę, ubierze raz-dwa, albo weźmie na kilka gier po czym wylądują w pudle w czeluściach wraz z całą masą innych kartonów. Nie raz łapałem się na tym, że kupowało się coś, co człowiek na prawdę chciał, cieszył się że udało się dorwać w świetnej cenie albo miał dostatecznie szybkie palce podczas premiery online. Para trafiała w moje ręce, super świetnie, po czym okazywało się, że tutaj coś uwiera, obciera, że może jednak nie do końca mi się widzą u siebie na stopie, że mogą skończyć jako kolejny „eksponat” w kartonie na półce. Jeśli mam być szczery, to największą rotację par, które do mnie trafiły a finalnie znalazły nowego właściciela jest pośród butów zakupionych w ostatnich 2-3 latach – czyli czasie kiedy teoretycznie było je najłatwiej upolować, bo dostępność w naszym kraju znacząco się poprawiła względem tego co było w poprzedniej dekadzie. Nie wiem czy to moja wybredność, zmiana gustu, czy wypalenie zajawki – a może swoista reakcja na fakt, że butgra 2015 A.D. to już nie to samo co było dawniej, kiedy określenie sneakerhead nie miało jeszcze podtekstu pejoratywnego. Oczywiście czasy wynajdywania perełek na allegro czy rodzimych outletach, pytanie sprzedawców czy jakieś stare wydania nie zalegają im w magazynach albo wyczekiwanie na paczkę od sprzedawcy z eBay’a w tej formie co były już nie wrócą – jest to swoiste zjadanie własnego ogona przez tą całą kulturę, w której chcąc nie chcąc, nie małą rolę odgrywają pieniądze. Chcesz być „kimś”, osobą jakkolwiek zauważalną – kilka tysięcy na trochę mocnych kolaboracji, jakieś Yeezy i ilość lajków się zgadza. Jest spore prawdopodobieństwo, że osoba, która teraz miałaby jakąś swoją „bajkę”, nietypowy model który zaczęłaby kolekcjonować, to pewnie wylałoby się więcej hejtu niż słów uszanowania, że ktoś postanowił zrobić coś po swojemu, albo po prostu mało kto umiałby dostrzec zajawkę. Nie zapominajmy o tym, że producenci butów zrobią wszystko aby odpowiednio wydrylować Twoją kieszeń, że w imię iż to „limited”, lepsza jakość, płaci się za buty prawie 1K pln, plus do tego częstotliwość taka, że średnia krajowa to mało na to wszystko. OK, są przeceny, lecz też daje się dostrzec zjawisko, iż wyszło coś nowego – WOW, super, ekstra, a za pół roku-rok wiszą z kartką -50% i nikt nie chce, bo przestały być fajne. Moda się na nie skończyła, czar prysł albo zrobiły się zbyt popularne że nie jest już „fajne” je posiadać – i to jest kolejny czynnik odbijający piętno na aktualnej butgrze.

Generalnie kwestia kondycji aktualnej butgry to praktycznie materiał na osoby artykuł – niemniej nie jedna osoba powie, że to co się dzieje teraz, gdy wśród ludzi którzy się wokół tego kręcą nie widać takiej ilości zajawki, że coraz więcej osób w nowych premierach upatruje łatwego zysku (resellerka była zawsze, lecz jej aktualna forma powoli robi się chora). Często skutkuje tym, że osoby które naprawdę by jakieś wydanie chciały, po prostu passują z zakupu – bo dla przeciętnego obywatela w naszym kraju, który ma jakieś wspomnienia z dajmy na to lat ’90 i chciałby zaopatrzyć się w jakieś retro, myśl o tym że ma całą minutę na zakup online lub musi czekać pod drzwiami sklepu aby coś kupić to skutecznie hamuje jego zapędy. Bo co by się nie działo – to w końcu tylko buty, a nie lekarstwo na wszelakie zło.

Laik niedawno też zamieścił swój komentarz na zastałą sytuację, której podsumowanie było bardzo trafne – „butgra straciła smak”. Wraz z jej rozrostem, stało się to co z niejednym choćby produktem – ze wzrostem ilości poszedł spadek jakości (chyba jedynym zjawiskiem na plus w ostatnich latach jakie widzę, to impreza pokroju Sneakerness, gdzie można osobiście a nie przez sieć porozmawiać z ludźmi o butach). Tak naprawdę od pewnego czasu nie ogarniam ilości kolaboracji jakie wychodzą, gubię się w części wydań retro i ich ilości, odpuszczam część rzeczy na widok których świeciły mi się oczy w chwili ujrzenia informacji o nich – już nie wchodzę w kwestię wtórności całej masy wydań, albo usilnego tłumaczenia inspiracji dla całego białego bądź czarnego buta. Co za dużo to niezdrowo i czasem trzeba wziąć krok w tył i się do pewnych rzeczy trochę zdystansować, aby umieć spojrzeć na nie z większej perspektywy, co jest ważne a co nie.

One Comment

  • compton

    28 listopada 2015 at 18:37

    coś w tym jest, zważywszy na te nowe buty to jakość trochę kuleje. Kiedyś kupiłem pierwsze na bogato buty aż 270 zł dałem na Nike Flight Focus, bite non stop 2 lata przechodziłem potem rok na wf je katowałem, na prawdę były nie do zdarcia.
    Kolejny taki „trafiony” model to Nike zoom BB II 6 lat na nogach jeszcze białe mi się trzymają do dziś mega wygodne no i skóra strasznie wytrzymała.
    Obecnie miałem J czy Lebrony ale bez znaczenia nawet modelu nie pamiętam a do pudelka nie chce mi się zaglądać żeby je podawać. Jakoś zawsze stawiałem na jakość i wygodę. Nie rozumiem ludzi co kupują Air Force One bo to by je mieć (bo każdy ma) ja nie wiem ? przecież te buty są kurewskie ciężkie !!! Moda modą ale wydawać 600zł na jakieś J retro które są sztywne i twarde jak chodaki to trochę jak dla mnie mija się z celem. Obecnie mam trochę tych par i staram się je zmieniać często choć i tak się coś rozjebie :/

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.