• Wycigajc tkoszulk z szafy z wiadomo jakim nazwiskiem na plecach
  • Dawno nic na IG nie wrzucaem postaram si odrobin nadrobi
  • AirMaxDay2019 Ju bez wchodzenia w dyskusj jak to Nike wykreowa
  • Ostatnimi czasy znaczco mniej wrzucam zdj na Instagram Powd bardzo
  • To zdjcie miaem wrzuci jako bliej pocztku roku ale jako
  • Z cyklu longtimenosee  bokserki Jak najdzie mnie ochota na
  • Wizualnie bardziej podobay mi si PG1 od PG2 lecz to
  • Ja i Jsy w skrcie najatwiej okreli to skomplikowane
  • Ostatnio byo ciszej w kwestii tego co si zakupio
  • Zrobiem sobie dusz przerw o wrzucania czegokolwiek na Instagram Po
podsumowanie-roku-2014

PODSUMOWANIE ROKU 2014

podsumowanie-roku-2014

Rok roczną tradycją jest, że wraz z końcem roku robi się jego podsumowanie i jak to zwykle bywa, poprosiło się kilka osób o przedstawienie swojego poglądu na ostatnie 12 miesięcy. Życzymy miłej lektury 😉

6325783526_ac925d01a5_b

facebook.com/snidehead // snidehead.blogspot.com // instagram.com/snidehead
Do największych pozytywnych zaskoczeń zaliczyłabym odkrycie brandów, które do tej pory siedziały w mojej głowie, jako coś absolutnie egzotycznego i nie wartego uwagi. Diadora dała się poznać z mocnej strony wypychając model N9000 poprzez serię świetnych kooperacji. Niemniej, mam pewnego rodzaju niesmak. Wolałabym, aby serwowali dobrej a nawet bardzo jakości ogólnodostępne wydania niż skupiali się na zasypaniu nas kolaboracjami. Jednakże, wierze w rozsądek tej marki i być może to część ich strategii, aby się wybić a w przyszłym roku pójść mocniej w GRy. Nie obraziłabym się, gdy tak faktycznie było.

Saucony chodziły za mną długi czas, jednak ciągle mi czegoś brakowało. Impulsem okazał się projekt Life on Mars stworzony z ekipą skateshopu Premier, a dokładniej jego pomarańczowa odsłoną. To był ten impuls. Dzięki temu dały mi się poznać, jako najwygodniejsze z biegówek, jakie kiedykolwiek miałam. Pod kątem GRów także było całkiem przyzwoicie, chociaż mam straszny niedosyt butów tego brandu. Mam nadzieje, że przyszły rok go chociaż w małym stopniu zaspokoi.

Kolejną niespodzianką był Le Coq Sportif, który wiał największą egzotyką, której nie potrafiłam zrozumieć nie wspominając o zaakceptowaniu a co dopiero o adopcji. Rok 2014 zapisał się jako bardzo mocny. Przykuli uwagę odbiorców wydając świetne kolorystyki stworzone we współpracy z Footpatrolem czy z Limited Editions. Jednak dla mnie największą siłą każdej marki są dobre pod kątem jakości i komfortu wydania, które mogę dostać bez zbędnego oblężenia i niepotrzebnego stresu. W skrócie: GRy. I to właśnie dostaję od tego brandu. Jakość i komfort Eclatów bardzo miło mnie zaskoczyła.

Chociaż to w 2013 roku Puma przywróciła do życia XT1, dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak świetny jest ich brat w postaci XT2. Oba modele traktowałam z góry sugerując się sylwetką. W tym roku sytuacja delikatnie uległa zmianie. Dzięki chłopakom ze S&M XT2 zawitały do mojej kolekcji i stały się dla mnie absolutnym odkryciem. Wygoda wywołała niemałe zdumienie, jakość także. Później pojawił się Green Pack, który sam w sobie jest dla mnie niewiarygodnie fantastycznym pomysłem i jakoś samo poszło, że wpadła druga para i na tym na pewno nie poprzestanę. Ze strony kooperacji zaskoczeniem było przywrócenie Blaze of Glory x SF. Również Disci wkupiły się w łaski rodzimych sneakerheadów. Ja do nich jeszcze nie zdążyłam dojrzeć.

Reebok niezwykle hucznie obchodził 20-lecie Insta Pump Fury, co przełożyło się na niekończącą się listę premier 27 kolaboracyjnych projektów stworzonych wspólnie ze sklepami wchodzącymi w skład Reebok Certified Network. Ponownie wywołały sporo kontrowersji, jednak mi – największemu sceptykowi – przypadło kilka kolorystyk do gustu i było bardzo blisko do sfinalizowania tego uczucia 😉

New Balance przywrócił do życia M997. To było coś! Tak dobrze rozegranego powrotu a nade wszystko, tak dobrze zrobionej re-edycji dawno nie było. Poza tym, pod koniec roku powstały MT580 przygotowane z Shoe Gallery, które odmieniły ten model na długo. W końcu mają ludzki toebox! Kooperacja z Wings & Horns także przykuła moją uwagę.

Ukochany Jordan Brand dał się poznać ze strony szaleńca flirtując z high fashion, z czego wyniknęły Jordan Shine, których cena sięgnęła kosmosu i została ustawiona na poziomie 400$. Z drugiej strony, projekt Family Forever zaliczam do pozytywów. Sama koncepcja zaprojektowania butów przez dzieciaki MJa dla niego samego mnie ujęła. Końcówka roku to premiera AJ1 x Fragment Design i tu stało się coś, w co nie wierzyłam. AJ1 przywrócono kształt pierwszej serii retr tego modelu z nie byle jakiego roku 1994. Absolutny szok, zdumienie i jednocześnie ogromna nadzieja na lepsze jutro.

Adidas zacięcie walczył z amerykańskim gigantem wydając na świat ZX Flux, które odpowiadają za sukces tego brandu w tym roku. Do tego dorzuciłabym powrót flagowych biegówek z serii EQT, z pośród których największe zamieszanie wywołały Guidance i Supporty za sprawą świetnych GRów, jak i kooperacji. Ze swojej strony dodam Top Teny, które powróciły do sylwetki z początków oraz dość skromny powrót Forum Hi. Co więcej, najzdrowszą zabawką jaka widziałam są pureboosty, które wkradły się do czołówki może nie najpiękniejszych kicksów ale zdecydowanie najwygodniejszych, dostępnych obecnie na rynku.

Synonimem niespodziewanych powrotów był Asics przywracając do życia projekt zrobiony wspólnie z St. Alfred. Sorry, ogłaszając jego australijską premierę, parę jak nie paręnaście miesięcy po oficjalnym release’ie (do dziś nie wiem, o co chodzi). Japonia miała drugą szanse na GL3 Mortar. Szkoda, że my jej nie mieliśmy. Sneaker Freaker przywrócił Alviny, Bait Teal Dragony i to przelało czarę goryczy wywołując niesłusznie białą gorączkę u tej części, która miała obie wersje od dawna. Re-edycję to przede wszystkim gorsza jakość, jednak sporej części, w tym dla mnie, to była jedyna okazja aby dorwać coś czego nigdy w życiu nie miałabym okazji kupić albo wymienić na cokolwiek więc tu mają chłopaki plusa. Co więcej, na przestrzeni roku wytworzył się niezdrowy popyt na GLIII i GLV, co Japończycy skutecznie podtrzymywali przedstawiając coraz to nowsze i bardziej udziwnione projekty GLV stworzone w kooperacji ze sklepami.

Myślę, że największym przegranym tego roku jest Nike, ponieważ pomimo ciągłych starań, bombardowania nas wydaniami retro i nowinkami technologicznymi największym zaskoczeniem było przywrócenie AF1 Mid flax i uznaję to za najmilszy przejaw z ich strony. Niemniej, myślę, że powinna być ich cała lista patrząc przez pryzmat intensywności ich działań. Pojawiło się wiele nowych odsłon modeli, które są mi bliskie tj. AF1, AM1, AM90 czy Dunków, jednak żadna z nich mnie nie zachwyciła na tyle aby je kupić. Największym z plusów jest wznowienie Air Odyssey, Sock Racer, Air Huarache Light i Air Stab.

2014 to także a może przede wszystkim kolejna warszawska edycja Sneakernessa, która ponownie zrzeszyła rodzimych zwolenników sportowego obuwia. To także świetny rok dla rodzimej sceny sneakersowej. Dwa sklepy, Run Colors i Eleven, postarały się o ściągnięcie całej masy limitowanych wydań do kraju. Czego chcieć więcej?

Myślę, że to był dobry rok. W 2015 życzyłabym sobie, aby mój ukochany, chociaż coraz mniej wierny Nike wypuścił coś, czym były dla mnie AF1 Mid Flax w tym roku, którymi się zachłysnęłam i nabrałam ochoty, aby je kupić. Oraz chciałabym, aby było znacznie więcej świetnych wznowień modeli z lat ’80 i ’90. Butów za kostkę, w szczególności.

 

wymiar-baner

instagram.com/gwymiar

Rok 2014 był według mnie bardzo udanym rokiem pod względem butowych wydań spod znaku Nike oraz Jordan Brand, bo to na nich skupię swoją uwagę w tym podsumowaniu. Uważam firmę Nike za zostawiająca daleko w tyle konkurencję i to marka z Oregonu była zawsze dla mnie numerem jeden. Oczywiście nie jestem ignorantem i staram się śledzić poczynania innych firm na bieżąco, natomiast kupuję buty tylko wyżej wymienionych i na tym oprę dzisiejsze podsumowanie.
Interesuję się butami do koszykówki, baseballu i football’u amerykańskiego i o ile te pierwsze są bardzo popularne wśród polskich sneakerhead’ów, to odnoszę wrażenie, że te drugie są pomijane przez rodzimych klientów. Wynika to może z tego, że w naszym kraju nie uprawia się takich sportów, nie są to dyscypliny u nas popularne i przez to te buty nie są doceniane.
W Tym roku, po kilku latach nieobecności, powróciło wiele modeli, zyskując nowe kolorystyki. Już w styczniu Nike zaserwował mi bardzo ciekawą i oryginalną paczkę z okazji finałów NFL. Mowa tu o Super Bowl Pack, w którego skład wchodziły buty reklamowane pod koniec lat 80 przez słynnego
multisportowca Bo Jackson’a, czyli Trainery: Air Trainer 1, Air Trainer Max 94 oraz zupełnie nowy twór – Nike Lunar 180 Trainer SC – tu w odważnej i ciekawej kolorystyce iridescent, czyli błyszczącej i opalizującej na różne kolory, przez co paczka ta była bardzo ciekawa i oryginalna. Kolejny zasługujący na uwagę model to Nike Air Trainer SC Broken Bats w kolorystyce klubu Kansas City Royals, nawiązujący do łamania kijów baseballowych przez Bo Jacksona, co było zapewne upustem jego złości po nieudanych odbiciach. W lipcu doczekałem się tego modelu na Nike ID i zrobiłem swoją interpretację kolorystyki Oakland Raiders dodając swoją ksywkę z tyłu buta.
Następne interesujące wydanie pojawiło się w maju. Mowa tu o Nike Air Trainer 3 Bo Knows Horse Racing. W starych reklamach można zobaczyc Bo Jacksona ubranego w strój jockeya, do którego właśnie nawiązuje dana kolorystyka. Warto dodać, że multisportowiec był jedynie twarzą trainerów, ale nigdy nie wyszedł model sygnowany jego nazwiskiem. Dopiero w 2014 roku Nike postanowiło upamiętnić jego sportowe poczynania wydając Nike Air Max Bo Jax, które są hybrydą Trainerów.
Również w tym roku powróciły Nike Air Trainer 2, tym razem upamiętniające nie Bo Jackson’a, ale Barry’ego Sanders’a – jego najlepszy sezon w historii football’u college’owskiego, gdy grał dla Oaklahoma State Cowboys z numerem 21, widniejącym również na butach w kolorystyce właśnie tego collegu.
Inna ciekawa para to Nike Air Trainer Max 91, które zostały wydane w kilku kolorystykach OG, jak i nowych. Ciekawostką jest to, że w 2013 roku wyszły dwie wersje kolorystyczne tych butów: Oakland Raiders i Philadelphia Eagles, które zawierały loga tych drużyn, co spowodowało problemy związane z ich sprzedażą. Jeden model został wycofany ze sklepów ze względu na widniejące logo orła. Natomiast te z Oakland Raiders w jakiejś ilości trafiły do odbiorców, ale kolejne partie zaczęli sprzedawać bez loga.
Z dużym entuzjazmem przyjąłem to, że Nike pod koniec roku wydał paczkę Nike Air Trainer 1 2 3 w przykuwających wzrok wariantach kolorystycznych, jak sama firma opsuje – Warm Beaches, Clear Waters and Tropical Islands. Już nie mogę się doczekać, aż wpadną w moje ręce. Wielu fajnych odsłon doczekały się Nike Air Trainer Huarache, ale największe wrażenie zrobiły na mnie Dark Emerald.
W opisywanym roku zacząłem zwracać większą uwagę na buty lat 1995-2000, które do tej pory są określane mianem butów futurystycznych.
Do takich mogę zaliczyć Nike Zoom Flightposite, które są czwartym modelem wykonanym z pianki foam przez firmę Nike. W 1999 roku grał w nich Kevin Garnett. Od OG różnią się tylko kilkoma subtelnymi szczegółami. Dodać można, że marka starała się tchnąć w nie życie przez odjęcie „skarpety”, tworząc Nike Zoom Flighposite Exposed. Uważam że nie był to udany zabieg.
Jestem ucieszony, że wróciło wiele butów Penny’ego Hardaway’a, m.in. Nike Air Up, Nike Air Max Penny i Nike Zoom Flight 96. Nike Air Up niestety zostały zrobione w technologii bezszwowej i przez to je sobie odpuściłem. Mam nadzieję na retro OG. Natomiast jeśli chodzi o Nike Air Max Penny, to pojawiły się w kolekcji Doernbecher Freestyle 2014 (kolorystyki projektowane przez pacjentów szpitala dziecięcego). Ten konkretny model zaprojektował zainspirowany football’em i swoją ulubioną drużyną, Alejandro Munoz. Wyszedł również ciekawy pack – Nike Penny Shooting Stars Pack zawierający Lil’Penny Posite oraz Air Foamposite One w barwach Orlando Magic.
Mimo tego, że Nike Air Python – czyli mix Air Jordan 2 i Air Force 2, zostały reedytowane w 2013 roku, to postanowiłem wspomnieć o nich przy okazji 2014, ponieważ to właśnie w tym roku doczekały się one kilku ciekawych wydań, najczęściej w prostych kolorystykach i z dodatkiem wężowej faktury. Warto wspomnieć również o butach przeznaczonych do gry w kosza, ale nie na parkiecie, tylko outdoor. Są to Nike Air Raid. Zaciekawiły mnie dwie kolorystyki: Peace (oryginalnie kolorystyka Peace była kolorystyką Air Raid 2) i Metalic Gold. Były one oryginalnie wydane nieoficjalnie dla Tim’a Hardaway’a, kiedy grał w Golden State. Razem ze Spikem Lee brał on również udział w reklamach tych właśnie botów. W czasie, kiedy one wyszły, na ekrany trafił film „Malcolm X„ w reżyserii Spike’a Lee i wiele osób myśli, że but jest zainspirowany tym filmem, ponieważ paski do zapinania tego buta tworzą X. Kto wie? 😉 Wielką petardą był powrót Air Command Force, czyli jednego z niewielu modeli Nike z pompką, znanego z filmu „Biali nie potrafią skakać”. Co ciekawe, w Polsce okazały się trochę wcześniej niż w Stanach i tak w połowie Października mogłem się nimi cieszyć. Na uwagę zasługuje model Nike Air Flight Huarache w oryginalnej kolorystyce. Ciekawostką jest to, że jakiś czas temu wyszły one na podeszwie Free.
Przy okazji butów do koszykówki musimy wspomnieć o Jordan Brand.
Nie będę się rozpisywać o wszystkich reedycjach, ale wspomnę o tym, co zrobiło na mnie największe wrażenie. Moją uwagę przykuły Jordan 6 Infrared 23 oraz Jordan 6 Sport Blue, ponieważ było to pierwsze retro po 23 latach. Kolejne z Jordanów to 14 Black Toe, powracające w końcu w oryginalnej formie, czyli bez „żeber” na bocznej stronie buta. Mega hajpem okazały się 14 Ferrari z czerwonego zamszu, które zniknęły ze sprzedaży momentalnie. Uważam, ze należy wspomnieć o powrocie Jordan 11 Low i Jordan 1 KO, jednakże nie znalazły się one na mojej wish liście. Jordan Brand postanowił upamiętnić epizod Michaela Jordana grającego w baseball w barwach Birmingham Barons, wydając Jordan 1, Jordan 9, a następnie Jordan 13, w kolorystyce tego klubu. Jordany 9 miały mały smaczek w postaci nr 45 (nr Jordana w tym klubie) z tyłu buta. Czekam na restock Jordanow 13, bo jest to mój must have, który przespałem 😉 Pod koniec roku doczekaliśmy się dwóch reedycji: Jordan 6 Black/Infrared i Jordan 11 Legend Blue aka Columbia. Wspominam o tym, bo były to bardzo oczekiwane przez wszystkich wydania (campowanie pod sklepami, zamieszki w USA), jednak nie zrobiły one na mnie takiego wrażenia, jak powrót Air Jordan Spizike OG w numerowanej ilości par 29032 (w 2006 wyszło tylko 4,032 par).
Odbijając od butów retro, których było mnóstwo w tym roku i wiele z nich pominąłem przy tym podsumowaniu, chciałbym wspomnieć o czymś nowym, czyli Jordan Future, Jordan Shine i Jordan 29. Osobiście Jordan Future mi się nie podobają, nie są w moim goście. Jest to dla mnie takie połączenie Roshe Run i Jordan 11, ale rozumiem, ze swoim designem mogą trafić do innych odbiorców. Jordan Shine kierowane na rynek high fashion, nawiązujące do butów projektowanych przez luksusowe domy mody również do mnie nie trafiają, bo brak im sportowego ducha. Jest to styl zupełnie odbiegający od innych modeli tego brandu. Dobrą nowością jest model Jordan 29, który otrzymał trzy różne warianty cholewki.
Przy tak obszernym podsumowaniu butów do kosza wspomnę o kilku modelach do tenisa dla gwiazdy tego sportu- Andrea Agassi’ego. Nike Air Tech Challenge 2 (podeszwę na pewno znacie z popularnych Nike Air Yeezy 2). Kolejne to Nike Air Tech Challenge Huarache, które znacząco odbiegały od formy OG.
Butami, które wróciły również po przerwie są Nike Air Tech Challenge Hybrid. Podczas pisania tego podsumowania natknąłem się w Internecie na buty Nike Air Griffey Max 2, które pierwotnie były dla Ken’a Griffey’a Jr grającego w MLB. Czekałem na ich reedycje i ciesze się, ze o tym przeczytałem, ponieważ w Polsce nie ma na ich temat wiele informacji, a są to również buty, które chcialbym mieć w swojej kolekcji.
Jak widzicie pod lupę wziąłem buty wysokie, natomiast muszę wspomnieć też o butach runningowych, których było masę. Nie jestem fanem ożywiania starych modeli i wszeczpiania im nowych technologii, jednak bardzo mi się podobają Nike Air Max Lunar 90 Moon – wydane z okazji 45 rocznicy spaceru po Księżycu.
Za duży plus uważam reedycje mniej popularnych wśród świeżych sneakerheadow biegówek – Nike Air Max 93 i Nike Air Max 98 oraz Nike Air Stab.
Muszę wspomnieć o butach które wywołały zamieszanie w kregu hypebeast’ów. Nike Air Force w trzech odsłonach kolorystycznych, powstałe przy współpracy z włoskim projektantem Ricardo Tisci dla Givenchy. Mocne były rownież kolaboracje ze znanymi butikami, takimi jak Supreme lub Diamond. Foamposite x Supreme czarne i czerwone, Nike Air Force Hi x Supreme, Nike SB Dunk Hi „Tiffany” – są to buty, które wzbudziły u tych, którzy lubią imponować innym drogimi i bardzo limitowanymi butami, szybsze bicie serca. Nadmienię również o największym hajpie pod Słońcem, czyli o Nike Air Yeezy 2, które niespodziewanie wyszły w Lutym. To dla mnie niezła ciekawostka i zarazem ostatni model Pana Westa dla firmy Nike. Failem roku było sztuczne przenoszenie kolorystyki Yeezy do innych modeli np Nike Foaposite Pro.
Na zakończenie tego podsumowania chciałbym napisać, że największą satysfakcję sprawia mi kupowanie butów Lebrona Jamesa, ponieważ jestem świadkiem przebiegu jego kariery. 2014 rok przyniósł mi Nike Lebron 11 w kilku świetnych kolorystykach, przy czym za najlepsze uważam All Star, 2K14 i What The Lebron. Do mocnej pozycji wśród Lebronow należą najnowsze „dwunastki” naszpikowane technologią.
Top 5 moich zakupionych butów wydanych w 2014 roku są:
1. Nike Lebron 11 Elite Hero
2. Nike Lebron 11 All Star
3. Nike Lebron 12 NSRL
4. Nike Zoom Flightposite Copper
5. Nike Air Trainer SC Wymiar Knows Oakland Raiders ID

@gwymiar
P.S. Wszystkiego najlepszego z okazji 4. urodzin Butologio. Zdrówka!

 

 

butologia--baner

instagram.com/butologia 

Minął kolejny rok – kolejny w którym za sprawą tej strony nieco uważniej przyglądałem się butom i nieco mocniej śledziłem wszelakie nowinki. Co z tego się zapamiętało? Cóż, było tego tak dużo, że aż trudno spamiętać czasem, co kiedy wychodziło – może to przez fakt, że udało mi się odrobinę dystansu w ostatnim czasie do tego nabrać. Niemniej był to kolejny rok, gdzie mogliśmy zaobserwować dalszy swoisty rozkwit światka zwanego but-grą – od dawna nie jest to już zajawka garstki zainteresowanych, a widok wydań retro na naszych ulicach to nie jest odosobniony obrazek. Nie wiem, czy w tym podsumowaniu będę w stanie tak naprawdę przytoczyć te wszystkie ważniejsze rzeczy które się działy, ale podejmę tego próbę.

Na plus na pewno należy zaliczyć imprezy obuwnicze, jakie w Polsce miały miejsce – czy to był Sneakerness, czy Warsaw Sneaker Market, są to zawsze inicjatywy, które powodują zjechanie się ludzi z różnych stron kraju i w czasach licznych społecznościówek w sieci, fajnie jak jednak jest sposobność interakcji twarzą w twarz. Kilka lat temu, kiedy miała miejsce premiera buta, to pojawiało się pytanie „czy będą w PL?” – teraz nasz kraj przestał być bezludną wyspą w tej kwestii i pytanie „czy” można zastąpić „kiedy” albo „ile”. Jest to oznaka że nasz rynek nie stoi w miejscu i po prostu cieszy, że po nowe premiery możemy iść do sklepów/zamówić przez sieć z rodzimego sklepu, a nie wzdychać do monitora bądź być skazanym na ściąganie zza oceanu. Powtórzę się za tym co powiedziałem przed rokiem – jest rozwój, jest dobrze.

Przelećmy teraz trochę przez poszczególnych producentów.

adidas. W moim mniemaniu był to dla nich bardzo udany rok. Ciągle nie zobaczyliśmy żadnego modelu Kanye Westa, lecz może już sama jego osoba sprawia, że na markę patrzy się cieplej. Dla mnie bez wątpienia istotną kwestią jest wprowadzenie technologii Boost do koszykówki (no i same Rose 5 i Crazy Light Boost uważam za produkty, które wizualnie zwracają na siebie uwagę), co nieco ucisza malkontentów, zarzucających że ciągle bazują na zwykłej piance EVA. W 2013 Nike wypuścił Roshe Runy – na początku 2014 adidas wyszedł z ZX Fluxami, gdzie chyba mało kto się spodziewał, że aż tak szybko zaskarbią sobie rzeszę sympatyków. Tutaj jeszcze swoistą kropką nad „i” jest opcja miZXFlux, czyli możliwość zastosowania własnych zdjęć na cholewce butów, czego nikt dotąd nie oferował na (prawie) ogólnodostępną skalę (w Polsce ciągle sobie takowych fundnąć nie możemy). Jak co roku adidas miał dla nas pełno wydań retro, kolaboracji, których już prawdę mówiąc, nie jestem w stanie zliczyć (w głowie najbardziej utkwiły EQT Guidance 93 x Solebox oraz oczywiście powrót w wielkim stylu Stan Smithów) – ale to co mi zapadło w pamięć to ich nowe poczynania jak choćby Tubular Runner, który jest trochę takim butem odwołującym się do rynku high fashion (na którym adidas też prężnie działa! Choćby kolekcja z Rickiem Owensem), lecz w cenie znacząco przystępniejszej dla przeciętnego zjadacza chleba. A, no i Pure Boost – sam nie wiem, czemu jeszcze nie mam z nimi kartoniku…

W przypadku Nike’a to praktycznie jak co roku – możemy narzekać, że nie odpowiada nam ich jakość, kształt przy wydaniach retro, lecz zawsze pojawią się jakieś nowe rzeczy, które mocno przykują naszą uwagę. Z modeli do gry dla mnie jednoznacznie wygrywają Kobe 9 Elite – flyknitowa cholewka jest swoistym smaczkiem, który czyni tego buta atrakcyjnym także do użytkowania poza boiskiem. Mieliśmy od Nike’a kilka hitów w postaci wypuszczenia Air Yeezy 2 „Red October”, kolaboracje z Supreme ma Foam’ach i AF1 – wszystko wyprzedawane w moment i osiągające niebotyczne ceny na rynku wtórnym. Jedni to lubią, inni nienawidzą – ale tak działa rynek. Osobiście za świetną kolekcję uważam pack „Flax” (choć Air Maxy z racji kształtu wypadły najbladziej), gdzie inspiracja klasycznymi „żółtakami” świetnie się sprawdziła. Cieszyło też retro Air Command Force w oryginalnej formie, bez półśrodków w postaci redukcji pompki. Powróciły też Air Flightposite (tutaj moje jakościowe rozczarowanie i pęknięcie buta), linia Huarache (przy biegówkach to można trochę wieszać psy za kształt…). Na swój sposób – czego Nike nie zrobi, ile dziwnych wydań nie wypości że chwytamy się za głowę, co to ma być – i tak odbije się w innym miejscu, że wszyscy powiedzą „wow” i wyskoczą z grubymi portfelami. Oni potrafią to robić i robią to co roku 😉

Jordan Brand, czyli kolejny rok szału na „buty z pajacykiem” ciąg dalszy. Praktycznie co tydzień dostawaliśmy jakieś retro, które szybciej bądź wolniej znikało ze sklepowych półek – niemniej fakt, że JB wyprodukowało 500 tysięcy par AJ11 „Legend Blue” i zeszły one praktycznie w jeden dzień – to coś znaczy. Tutaj jak dla mnie, to możemy mówić już o kulcie marki, bo ani nie otrzymaliśmy niczego arcy odkrywczego, ani nowego. OK, Jordan Future, które są ciekawym, udanym modelem, lecz nie zapominajmy że mamy tam podeszwę z AJ11. Jordan Shine? Materiały premium, metka 400$ – świetnie, ale podeszwa i bryła AJ1. Może to moje osobiste malkontenctwo, lecz w przypadku gdy powiedziałem nie wydaniom retro które nie grzeszą jakością, to nie miałem aż nadto opcji do przebierania (jedynym butem retro, który przeszedł mi przez myśl to AJ6 Black Infrared, lecz przeżyłem nie kupując go). Z butów do grania mieliśmy stabilny trzon – czyli modele dla Anthony’ego, Paula i Super.Fly’e oraz Air Jordan XX9 z tkaną cholewką, gdzie dotychczas to wszystko szło w dobrą stronę.

Nie wiem czy to mi się produkt opatrzył, czy gdzie indziej jest przyczyna, ale trochę odniosłem wrażenie, że Reebok odrobinę ucichł. Może we wcześniejszych latach był większy efekt zaskoczenia, że coś po raz pierwszy jest wznawiane, może to ilość premier koło których przeszło się obojętnie, choć w tym roku RBK też nie próżnował – Shaq Attaq 4, Kamikaze 1, Blast doczekały się swoich pierwszych retro, co jest spoko (ciągle bym je widział u siebie na półce…). Do tego jeszcze huczne obchody 25 lecia pierwszego model The Pump i multum kolaboracji na nim, 20 lecie Insta Fury Pump – kolejna masa kolaboracji. Niby fajnie, choć zastanowiłbym się, czy comiesięczna kolaboracja na tym samym modelu to dobra droga. Reebok przy koszykarskich klasykach nie posiada dziesiątek oryginalnych kolorystyk (często jedną-dwie), stąd tak ochoczo wypuszcza nowe warianty, które chyba w tym roku były nieco bardziej trafne niż choćby w 2013 – stawiam, że gdyby poszli drogą „less is more” i jakość ponad ilość to moglibyśmy mieć wydania, gdzie podnosiłoby się szczękę z podłogi.

New Balance, Asics, Saucony. Czemu te trzy marki omawia wspólnie? Z prostego względu – od lat serwują nam dobrej jakości produkt (mówimy o tym kierowanym do sneakerheadów przynajmniej), ich działania na rynku retro nie zaczęły się wczoraj, a w minionym roku wypuścili tyle kolaboracji, że nawet połowy nie wymienię, serio. Możemy dyskutować, czyje efekty współpracy ze sklepami/artystami były najlepsze, czyje GR zyskało najwięcej uznania – niemniej w moich oczach każda z tych marek zaliczyła udany rok, choć czasem się zastanawiam, czy jest w ogóle limit tego, ile tych wszystkich kolaboracji można wypuszczać, ile rynek jest jeszcze w stanie tego wchłonąć, ile jeszcze mniej/bardziej udanych otoczek wokół kolorystyki uda się stworzyć aby to miało ręce i nogi.

Puma na rynku jest od dekad, lecz jej poczynania nie są aż tak prężne jak marek wymienionych w poprzednim akapicie. Mieliśmy kolaboracje (choćby ta z BWGH, którą uważam za bardzo udaną), kilka świetnych GR, mamy nowego dyrektora kreatywnego w postaci Rihanny – osobiście jestem ciekaw, jak będą dalej wyglądać działania tej marki, gdyż w tym swoistym spokojnym podejściu, nie zalewaniu rynku produktem jest metoda.

Le Coq Sportif, Kangaroos, Diadora. Wszystkie marki mające swoją tradycję (choć nie tak obszerną jak jak czołowi producenci), wszystkie od względnie niedługiego okresu przypominają o swoich dawnych wydaniach i wchodząc w kolaboracje ze sklepami. Co według mnie istotne – nie otrzymujemy tego w nadmiarze. Tak jak można się przesycić produktami ze Swooshem, trzema paskami, tak klienci powoli będą szukać dla nich alternatywy – nie zdziwię się jak Le Coq Sportif, Kangaroos i Diadora rok rocznie będą ugruntowywać swoją pozycję na rynku jaka ta ciekawa odmiana o dobrej jakości.

Na zachodzie wyrósł nowy gracz, z którym inne koncerny muszą się liczyć – Under Armour. Ich polityka asortymentowo-cenowo-sprzedażowa w Europie pozostawia wiele do życzenia, niemniej za oceanem sprawy wyglądają zgoła inaczej. UA jest przykładem marki, gdzie przy odpowiednim zaangażowaniu, determinacji i rozwojowi, można zacząć być branym pod uwagę pośród marek istniejących od dekad. Nie udało im się podpisać Kevina Duranta – ale pokazali, że mogą. Kiedy zgarnęli Stepha Curry’ego to się odrobinę machnęło na to ręką – ale po fenomenalnym starcie sezonu to nagle zaczyna mieć to trochę inny obieg spraw, że nie dziwi nas fakt nadchodzącego jego pierwszego sygnowanego pierwszego modelu. Mam tylko nadzieję, że nie będziemy mieli powtórki sprzed ponad 10 lat z And1 – świetnie wypromowana marka, która w pewnym momencie stanęła, a gdy zmienił się właściciel to zaczęła się równia pochyła. To jest czarny scenariusz, lecz niestety, rynek performance’owy rządzi się swoimi prawami i tutaj trzeba regularnie klienta czymś nowym zaskakiwać…

Patrząc na miniony rok w kwestii butów do gry, dało się zaobserwować kilka trendów – niska waga, ale nie za wszelką cenę / nie tylko plastikowy fuse-o-podobny materiał, a otworzenie się ma meshowe i tkane cholewki. Co roku się zastanawiam, w którą stronę teraz będzie szedł design butów w których będziemy grać – nie będę ukrywać, że nie mała ich część najnormalniej w świecie mi się nie podoba i w momencie gdy widzę rozwiązania technologiczne jakie przewijają się od kilku lat, to po prostu nie interesuje mnie ten model, nie chce go kupować aby sprawdzić jak się w nich gra (to choćby pierwszy model Kyrie Irvinga, to Hyperdunki 2014 niewiele różniące się od HD2013, czy Super.Fly 3). Wychodzę z założenia, że w momencie kiedy producent nie zaskakuje mnie technologią, niech mnie zaskoczy designem – bo nie okłamujmy się, buty w nie małym stopniu kupujemy oczami. W 2014 zaskoczył mnie adidas z pianką Boost w modelach koszykarskich – kto będzie w tym roku?

Nie będę w tym roku robił żadnego TOP5/10 z prostego powodu. Za dużo tego było i bym musiał robić ileś oddzielnych list w zależności od branych pod uwagę kryteriów. Rzeczą do której się ograniczę, to luźno wymienionych kilku kolekcji/modeli – ich kolejność nie jest wiążąca, część z nich udało mi się sobie sprawić, na część pewnie człowiek będzie polował, a przy reszcie obejdzie się smakiem.
New Balance 997 x Concepts, NB 997PR, Asics Gel Lyte V x Concepts, Gel Lyte V „Gemini”, adidas Pure Boost, adidas x UNDFTD x NH, Kobe 9 Elite, Nike AF1 „Flax”, Puma x BWGH, Reebok Insta Fury Pump OG CW.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.