PODSUMOWANIE ROKU 2013

No dobra, pora podsumować miniony rok. W tym roku poza mną do współpracy został zaproszony Laik (z którym już mieliście się okazję spotkać przy okazji serii „5 Pytań Do…”) oraz Dan, jedna osób stojących za We Run Warsaw (werunwarsaw.com).

laik-podsumowanie-2013

Rok 2013 był niejako przełomowy dla polskiej sceny kolekcjonerów kicksów. Ciekawe wydania w rodzimych sklepach, grube eventy, kolaboracje z raperami, klipy, kalendarze… Słowo „sneakerhead” jak i sama zajawka na zbieranie sportowych butów zaczynają wygrzewać sobie miejsce w masowej kulturze z TVN’em w tle. Dla firm staliśmy się strategicznym rynkiem zbytu. Rosną wymagania konsumetów, więc towar trafiający do sklepów siłą rzeczy musi być coraz bardziej atrakcyjny. Ta tendencja będzie się utrzymywać jeszcze przez jakiś czas aż kicksoholics’owy boom… opadnie.
Wróćmy do najbliższej przeszłości, która w dużej mierze, moim zdaniem została naznaczona znakiem Adidasa. Marka, którą w zasadzie znałem tylko z kilkunastu flagowych modeli coraz śmielej poczyna na naszym rynku. Wskrzeszanie największych klasyków z gatunku biegówek oraz butów do koszykówki uważam za strzał w dziesiątkę . W archiwum firmy czeka zapewne jeszcze wiele dobrego na najbliższe lata. Kolejny plus przyznam tej firmie za Adidas Collectors Project oraz za zaangażowanie na SNEKAERNESS WARSAW.
Dużo dobrych wydań na swoim koncie w tym roku ma także Reebok oraz Puma. Największe petardy NBA lat 90′ zostały przywrócone na sklepowe półki. Puma wskrzesiła model XT1, w dużej mierze dzięki naszemu koledze Jerzowi, który udostępnił niemieckiej firmie swoją parę OG. Ciepło przyjąłem wszelkie wariacje z wykorzystaniem „Puma-Disc”, but mający wiele lat przeżywa właśnie swój renesans.
Jordan Brand wrzucił do sklepów kilka dobrych nowych kolorytyk swoich modeli z numerowanej serii. Air Jordan IV TORO BRAVO sprzedały się w szalony nakładzie 300.000 par. Wszystko poszło na pniu i dało obrót dla Nike rzedu ~42 milionów dolarów, a to przecież tylko jedna kolorystyka z modelu. Dla porównania dodam, że jeszcze 10 lat temu Jordan wypuszczał retro swoich butów w nakładzie 10 razy mniejszym. Kolejna odsłona numerowanej serii czyli model Air Jordan XX8 uważam za totalną porażkę. Cięzko określić co bardziej mi w nich przeszkadza – totalny brak wygody czy odrażający wygląd.
Nike Sportswear oprócz wznawiania (praktycznie corocznego) AirMax’ów w wersjach OGCW, innych biegówek oraz pakowania do nich nowych pseudo-rewolucyjnych technologii, hybrydowania różnych butów oraz tworzenia nowych wersji starych modeli skupiło sie na promowaniu lekkich, przewiewnych (tanich w produkcji) i wygodnych biegówek. Flynit, Rosherun, Free stały się hitem. Pojawiły się także reedycje wielu perełek z gatunku trainer’ów, butów koszykarskich  oraz cała masa dziwactw, których nazw nawet nie znam. Nowe Lebrony wizualnie dają sie lubić ale podobno sam James nie chce w nich grać, więc coś chyba z nimi jest nie tak.

Jeśli chodzi o moje top 5 tego roku, to muszę wymienić:

1. Air Jordan IV „Toro Bravo” oraz „Fear”.
2. Adidas Y-3 Qasa High – Black / White „Yōji Yamamoto”
3. Adidas Torsion Integral S
4. Nike Roshe Run „Metric”
5. Air Jordan XII „Taxi” (‚dwunastki-taxi’ zapoczątkowały w 1996 moje zainteresowanie butami sportowymi)

W przyszlym roku spodziewam się kilku ciekawych premier retro Jordan’ów. Na AJ XX9 zdecydowanie nie czekam. Przed nami także dalszy ciąg odsłon z archiwum Adidasa. NSW pokazała w tym roku jak bardzo potrafi spieprzyć sprawę na tym gruncie, więc np. Air Base II odpuściłem to inne pary także odpuszczę jeśli nadal będą wyglądały jak kalafiory. Przyjąłem zasadę, że do kolekcjonowania warto kupić starsze wydanie jeśli ma bardziej cieszyć oczy niż stopy. Natomiast do chodzenia chętnie kupię np. nowe FreeRun, Roshe, Blazery, Cortezy, jeśli tylko wyjdą w ciekawych CW. Na początku roku swoją premierę będzie miał film „Kicksoholics”. Polska dokumentalna produkcja, która powinna przybliżyć nasz hobby mniej wtajemniczonym.

Życzę wszystkim w tym nadchodzącym 2014 aby dorwali swoje grale oraz aby aktywnie brali udział w rozwijaniu tej nazwijmy do ‚kultury’, gdyż jak w każdej zajawce kluczem do prawidłowego rozwoju jest WIEDZA. Przekazujcie ją jak największej liczbie zainteresowanych. W bboyingu nazywamy to: each one, teach one.

Trzymajcie się, 5!

WRW-podsumowanie

Podsumowanie sneakersowego roku 2013
Ubiegły rok był dla mnie bardzo ważny i bogaty w naukę. Udało mi się odrzucić dużą dozę zbędnych bzdur, oraz spłukać z oczu sporą ilość mydlin, którymi w zasadzie wszystkie firmy zalewają nam oczy. Krótko mówiąc złapałem dystans (tak mi się wydaje). Moje podsumowanie dalekie jest od rankingów i na pewno w żaden sposób nie jest kompletne, ale to poniższymi przemyśleniami chciałem się podzielić. Mam nadzieję, że autorzy reszty podsumowań, uzupełnią znaczące braki mojego.
Odkąd tylko zacząłem w bardziej świadomy sposób interesować się sneakersami , a później po części także czynnie organizować środowisko, najważniejsze dla mnie było Polskie podwórko.
Obecnie w kraju mamy sytuację, której nie nazwałbym boomem, ale przyśpieszeniem rozwoju rynku. Oczywiście nic nie bierze się z niczego. Stoją za tym między innymi działania marketingowe marek, ale myślę, że główną rolę motoru napędowego stanowią olbrzymie pieniądze wpompowane w rynek retail przez prywatnych inwestorów. Trzeba pamiętać, że na końcu łańcucha siedzą zawsze konsumenci, których trzeba zdobyć i wysłać po towar do konkretnego miejsca. I tutaj zjawisko pozytywnej konkurencji jest kluczem do sukcesu.
Podążając powyższym tropem wielkie brawa należą się między innymi Run Colors za ilość zdobytych kolaboracji. Nie sposób nie napisać o Street Supply, które również zaszczyciło nas w ubiegłym roku wspaniałymi premierami . Także City Shop, którego mogłoby się wydawać mocna pozycja lekko osłabła, zaliczył całkiem udany rok, tak za sprawą premier jak i między innymi zaangażowanej i aktywnej ekipy. Trudno nie wspomnieć o gigancie takim jak Worldbox oraz Wss Chmielna a także bratnim Kicks. Marki te wyrosły na zgliszczach wcześniej działających sklepów w ekstremalnie szybkim tempie i można odnieść wrażenie, że to one w 2013 roku dyktowały warunki w szerszym wolumenie klientów. Warto jednak pamiętać, że wszystkie trzy, choć działają prężnie, wyrosły na innych założeniach koncepcyjnych i realiach finansowych niż konkurencja.

W 2013 roku temat sneakersów stał się popularny w szeroko pojętych mediach life stylowych. Można było o nich przeczytać w różnych kontekstach, zarówno na ekranach komputerów, na papierze, obejrzeć wielkoformatowe reklamy w centrach miast, a także materiały video w ogólnodostępnych stacjach telewizyjnych i internetowych player’ach. Powstają filmy, kalendarze. Trochę trudno mi ocenić jakość tych przekazów z perspektywy neutralnego odbiorcy, ale zakładam, że głównie przyczyniają się one pozytywnie do popularyzacji tematyki (pomimo częstej tendencyjności).
To co jednak kłuje mnie w oczy to zbyt duża liczba osób chcących wykorzystać ,,kolejną modę”. Także brak doświadczenia agencji marketingowych, które z racji sneakersowego boomu, jak nigdy dotąd muszą skupić się na produkcji wszelkich materiałów promocyjnych daje o sobie znać. Niestety najczęściej mimo dobrego researchu (który i tak dostają z góry od obsługiwanej marki), język wypowiedzi nie jest właściwy dla naszego środowiska. Być może nie ma to tak istotnego przełożenia na klienta z ulicy, ale zakładając, że największą moc opiniotwórczą mają środowiska stanowiące core, warto by było aby sprostały one wymaganiom doświadczonych entuzjastów.
Oczywiście nikomu nie odmawiam dobrych pomysłów a także ich realizacji, bo miniony rok w omawianym względzie oceniam pozytywnie. Mam nadzieję, że obecny przyniesie nam jeszcze więcej właściwych starań o naszą uwagę.
Przechodząc do tematów bliższych esencji zbierania kicksów, muszę wspomnieć jeszcze o eventowej części układanki. W zeszłym roku najjaśniej zaświeciły dwie imprezy i warto o nich napisać. Pierwszą było Warsaw Sneaker Market organizowane przez Asphalt Store. Był to typowy sneakers swap meet, ale z dobrym patronatem i współorganizowany przez ludzi czynnie działających w butgrze. Zrzeszył więc on sporą grupę sneakerheadów, a informacje o WSM odbiły się szerokim echem. W niedługim czasie odbędzie się druga edycja z mocno zmienioną formułą. Zobaczymy, czy organizatorzy udźwigną ciężar, który sami sobie biorą na plecy. Życzę im wszelkiej pomyślności.
Drugą i chyba największą ,,atrakcją” minionego roku było Sneakerness. Choć wielu z Was ma różne uwagi i spostrzeżenia na temat imprezy, finalnie wyszła ona całkiem efektownie. W projekt zaangażowany byłem osobiście, ale niestety dopuszczono mnie do niego trochę zbyt późno, abym mógł wziąć odpowiedzialność za niedociągnięcia. Skupmy się jednak na tym, co powinno stanowić trzon rozmowy o Sneakerness – był to ,,najlepszy pierwszy raz”. Tak Warszawską edycję określił Reto, będący odpowiedzialny za produkcję na poziomie centrali. Nic w tym dziwnego, bo główni partnerzy zadbali o poziom merchandisingu oraz atrakcji dodatkowych. Adidas stworzył autorski display na którym zaprezentował znakomitą selekcje obuwia. Pod wrażeniem byli wszyscy odpiwedzający, łącznie z gośćmi z zagranicy. Reebok także zaprezentował klasę, przedstawiając angażującą i ciekawą kampanie #mojeklasyki.
Najważniejsze jednak, że Polska dostała zielone światło na organizacje naprawdę liczącej się imprezy. Mat z Run Colors napisał, o lepszej widoczności polskich sklepów za granicą (dzięki dostępności kolaboracji), co razem z powyższym zaczyna układać się w znakomitą całość. Z niecierpliwością czekam na decyzje dotyczące przyszłorocznego Sneakerness Tour.
Przechodząc do samych butów, niestety rok 2013 upłynął mi pod szyldem ,,window shoppingu”. Zawsze jednak są dwie strony medalu i dzięki temu wyklarowałem swoje upodobania.
Moje serce zawojował przede wszystkim Reebok, który ocknął się i zaliczył udany rok. Kiedyś moi byli koledzy śmieli się, ze lubię Reeboka i choć był to czas kiedy marka z wektorem w logo produkowała totalną kupę, to obecnie nikt już o tym nie pamięta. Reebok na nowo dojrzał. Na sklepowych półkach pojawiły się modele takie jak 8500 czy 6000 i to w wydaniach pełnych klasy, które do gustu przypadły szerszemu gremium sneakerheadów. Dwudziestopięciolecie modelu Leather Classic obfitowało w znakomite projekty od najbardziej rozpoznawalnych marek. Szkoda, że ani jedna kolaboracja nie była dostępna w Polsce. Pamiętajmy jednak, że jesteśmy na początku drogi, która nas doprowadzi do wymarzonego status quo.
Pisząc o RBK nie można zapomnieć, że marka przypomniała sobie o spuściźnie koszykarskich modeli z lat 90’. Ważnym wydarzeniem dla polskiego oddziału marki była pierwsza w pełni polska Kolaboracja (przez duże K) z muzykiem, której efektem są buty w cale nie tak limitowanej ilości par. Zapewne doszło do tego zgoła innymi kanałami współpracy niż przy powstawaniu modeli projektowanych przez niezależne brandy, czy butiki. Jedna jaskółka niestety wiosny nie czyni. Na model zaprojektowany przez sneakerheadów przyjdzie więc nam pewnie jeszcze poczekać.
Trochę nie rozumiem, albo po prostu nie chcę zrozumieć hajpu na Asics. Jestem pełen sympatii i uznania dla japońskiej marki, ale pomimo świetnych i licznych kolaboracji (którymi teoretycznie Asics wymiótł), uważam, że stoi ona w miejscu, prezentując wciąż tą samą ofertę. Bardzo mi się natomiast podoba aktywność Asics polska – tutaj słowa podziękowania od snekaergłów należą się głównie Filipowi Pabjasowi za jego ciężką pracę.
Nie można pominąć działań dystrybutora New Balance, a właściwie braku jakichkolwiek sensownych, które przynosiłyby realne korzyści. Marka jest na fali i nic w tym dziwnego, bo obrana strategia wciąż się sprawdza – drogie modele produkowane w Stanach oraz Anglii nieustannie trzymają dobry poziom zadowalając wymagających klientów, a kolekcje produkowane w Azji utrzymują atrakcyjną relację ceny do jakości). NB nigdy nie inwestowało w wielkie kampanie i rozumiem, że jest to w zgodzie z ich heritage, ale na lokalnych rynkach nie można zapominać o aspektach biznesowych- konwersji działań pr. Mam nadzieję, że w tym roku NB wyjdzie do klientów przemyślanymi działaniami. Wspominając zaś o samych butach, to zaraz po Reeboku w ofercie NB znajduję największą liczbę subiektywnie wybranych ,,must have” vide 998 od Concepts.

O Nike trochę nie mam ochoty pisać. Marka już dawno mnie odrzuciła od siebie. Nie mogę jednak powiedzieć, że nie znajdę w zeszłorocznej ofercie, butów, których bym nie chciał. Nike bowiem po raz kolejny przewodzi w peletonie innowacyjności, a to wyjątkowo sobie cenię.

Innowacyjność – to chyba jeden z mocniej zauważalnych zmian w ogólnych trendach. Zeszły rok wyznaczył azymut w którym przez najbliższe dwa lata powinny podążać marki. Powoli wracamy do ekscytacji tym co obecne i nowe, a więc technologiami, ich wykorzystaniem oraz idącym w parze nowoczesnym wzornictwem. Oczywiście to nie jest tak, że rynek retro straci na rzecz, ale jeżeli butgra faktycznie podąży w tym kierunku, to będzie to olbrzymi sprawdzian dla wszystkich marek. Łatwo jest opierać się na znanych już rozwiązaniach i powielać schematy – trudno zaś budować nowe w zgodzie z filozofią starego, a wydaje mi się, że każda marka walczy o zachowanie swojej tożsamości. Trzeba też pamiętać, że działy technologiczne, wszelkie laboratoria etc. to olbrzymie pieniądze i nie wszystkie firmy stać na tak prężny rozwój technologii jakbyśmy sobie tego życzyli.
Pisanie o Pumie w kontekście sprzedawanych w Polsce butów nie za bardzo ma sens, ale wiem, że przyszły rok przyniesie wiele zmian. Z globalnie dostępnej oferty Pumy zaintrygowało mnie parę modeli. Retro XT z lubianym przez moje stopy systemem Trinomic, dało radę. Miło też, że pierwsze kolorystyki reedycji, które pojawiły się jako LYST, pomimo kiepskiej dostępności retro modeli Pumy w Polsce, zagościły we wszystkich ważnych sklepach. Do gustu przypadła mi też współpraca z BWGH na modelu R698, która zapowiada tegoroczne działania. Przyszły rok może okazać się dla Pumy przełomowy. Trzymam kciuki.
Gdzieś po drodze przed inne marki rzuca na mi się na myśl Converse, który na codzień ucieka naszej uwadze, a radził sobie w tym roku całkiem nieźle. Oczywiście nie każdego interesują kolaboracje jak ta z Margielą, ale linia First String a także współpraca z UNFTD zasługuje na uwagę. W nowym roku marka położyć ma nacisk na linię Cons, która odwołuje się koszykarskiej legendy a w jej skład wchodzi choćby Weapon Low oraz High. Po tegorocznym, ciekawym i udanym retro Aero Jam, z nadzieją czekam na rozwój sytuacji.
Cieszy pojawienie się Saucony chociaż w jednym polskim sklepie. Nie wiem czy bardziej złakniony jestem obecności general releas’ów, czy może projektów kolaboracyjnych, których gościło u nas sporo. Cały czas zastanawiam się kiedy odpowiedni ludzie zrobią krok w celu popchnięcia przedstawicielstwa marki z prawdziwego zdarzenia.

Z okazji wejścia w nowy rok, sobie i Wam życzę wiele nieudawanej życzliwości dla siebie nawzajem. Wszystkim zaangażowanym w prawdziwe, merytoryczne budowanie realiów sceny życzę zaś samych sukcesów. W dalszej kolejności wreszcie, aby Wasze kolekcje się rozrastały współmiernie z wiedzą i miłością do butów.

butologia-podsumowanie-2013-cold

Rok 2013 za nami. Jaki był? Cóż, ocenianie go wraz z jego końcem zawsze jest kłopotliwe, bo czasem na pewne rzeczy trzeba spojrzeć z dystansu, niemniej zróbmy małe podsumowanie i przegląd marek, kto co zrobił w minionym roku.

Wychodzę z założenia, że skoro można zaobserwować postęp, to znaczy że sprawy zmierzają w dobrym kierunku – nie zawsze musi to być krok siedmiomilowy, w końcu nie od razu Rzym zbudowano. Na pewno cieszącym jest fakt, że do naszego kraju spływa znacząca większość kolorystyk, że to o czym się pisze na łamach strony nie jest zupełnie oderwane od rzeczywistości. Dodajmy więcej – trafiają także wydania bardzo limitowane i nie tylko te koszykarskie, gdyż nie jedna biegówka która powstała w kolaboracji ze sklepem/marką była do kupienia w rodzimych sklepach. Nie wypada pominąć pierwszej imprezy z cyklu Sneakerness w naszym kraju, co też świadczy o rozwoju samej sceny sneakersowej w PL (gdzie kilka lat temu jeszcze to były praktycznie tylko fora internetowe gdzie niemal każdy z każdym się znał). Miniony rok był chyba pierwszym, gdzie tak naprawdę zaobserwowaliśmy wyjście świata sneakersowego na szerokie wody w naszym kraju, poprzez choćby wszelakie kampanie reklamowe. Wiadomo, nic nie dzieje się bez przyczyny, wszystko ma na celu zachęcenie klienta do kupna produktu, lecz dzięki temu przestajemy widzieć przepaść między Polską a zachodem Europy.

Teraz co nieco o producentach. Na pierwszy ogień marka na „A” czyli adidas. Ciągle wygrywają wyścig o najlżejszy buty do gry (Crazy Light 3), a ich główną nowością na ten sezon było nowe wcielenie podeszwy Pure Motion, którą licznie zaczęli stosować w swoich butach. Na pewno adidas ma nie małą zagwozdkę z Derrickiem Rose’em – po stracie poprzedniego sezonu, kiedy to nie grał w swoim trzecim modelu, ledwo co zaczął wchodzić w sezon, kontuzja drugiego kolana i znów nie bardzo ma jak promować swój czwarty model, a nie zapominajmy, że kontrakt ma nie mały. Czy Damian Lillard zacznie powoli grać pierwsze skrzypce w adidasie, czy doczekamy się jego własnego modelu? Może rok 2014 przyniesie nam odpowiedź. Szkoda, że na polskim rynku ciągle nie ma wydań retro dawnych modeli koszykarskich jak Crazy 8, Crazy 97, Top Ten 2000 – byłoby mi bardzo miło, gdyby ktoś z adidasa kiedyś umiał mi odpowiedzieć na to pytanie. Z butów poza koszykarskich, największą moją uwagę przykuły dwie kolaboracje – adidas x Bape x Undefeated oraz adidas Originals x mastermind JAPAN, choć retro biegówek tj. Tech Super, Torsion Integral S także na plus.

W minionym roku Jordan Brand można powiedzieć, że lekko wyszedł z cienia Nike’a – a to za sprawą modelu Air Jordan XX8, który jakby kontrowersyjny w swoim wyglądzie nie był, to był czymś zupełnie świeżym w podejściu do designu jak i nowością technologiczną (Flight Plate). Dawniej, to AJ wyznaczały standardy, był tym modelem oferującym najnowsze rozwiązania i czołowy design, lecz w ostatnich latach to raczej modele ze Swooshem wprowadzały nowinki technologiczne w obieg. Było pełno retro – Air Jordan 1 i 5 wiodły prym, nowe kolorystyki m.in. „czwórek”, nowe AJ11 na koniec roku – w zależności od zasobności portfela, można było nie małą kolekcję z tego nazbierać (choć obstawiam że wzrost cen nie koniecznie każdego zachwycił…)

Nie mamy się co okłamywać – to Nike stoi na przedzie w kategorii innowacji, marketingu, ilości wprowadzanego produktu na rynek. Ciągle czymś próbuje nas zaskoczyć, ciągle zaoferować coś nowego – wiadomo, nie zawsze jest to rewolucja, ale taka polityka ich działań. Ich trzy sygnowane modele – Kobego, LeBrona i Duranta – każdy na swój sposób wprowadza coś nowego, daje nam nowe rozwiązania. Tegoroczne Hyperdunki może już nie z takim impetem wchodziły na rynek (rok temu to był szum związany z Nike+), niemniej to jest najczęściej spotykany model na parkietach NBA. Patrząc w przyszłość – ostawiam, że ludzie w Nike’u już mają ból głowy, co dalej robić z linią Kobego, co dalej będzie z KD (kończy mu się kontrakt i jak pokazuje życie, nie wszyscy się garną do ich przedłużania – patrz Rondo, Curry) no i co będzie z Wigginsem, domniemanym #1 najbliższego draftu. O retro się może nie wypowiem – to jest temat który będąc szczerym, u tej marki mało mnie w tym roku interesował (do chodzenia w tym roku wolałem sobie sprawić Free Runy, Rosheruny, Flyknity niżeli Airmaxy o kształcie odbiegającym od wydań sprzed lat). Skoro już zostały poruszone kwestie poza koszykarskie – świat przestaje żyć retro, performance’owe biegówki Nike’a stają się elementem modowym (patrz Flyknity), co uważam za jak najbardziej pozytywny przejaw (rozwój, nie stagnacja i spoczywanie na laurach).

Bez dwóch zdań, Reebok w minionym roku się przebudził – porzucił wszelakie rozwiązania związane z ZigTechem, skupił się na swoich klasykach i ewentualnie odświeżonej ich formie. Mieliśmy powrót modeli Shaqa, Kempa, oczywiście Iversona – nie raz to było pierwsze wznowienie tego modelu, na które fani czekali od lat. Na rodzimym rynku też widzimy spore działania – kampania #mojeklasyki, pierwsza kolaboracja (Classic Leater Fisha) – Reebokowi za jego działania chyba byłbym skłonny wręczyć nagrodę MIP. Teraz tylko wraz z końcem roku nasunęło mi się pytanie – czy nie za dużo w zbyt krótkim czasie wyszło z tych koszykarskich klasyków? Czy w tym roku również będą umieli nas czymś zaskoczyć? Zresztą, skoro już mówimy o powrotach – Fila także zaliczyła comeback, lecz oczywiście w Europie nieosiągalne (co mnie tym bardziej smuci, bo nie serwowali oni kolorystyk z 5mln kolorów, tylko sporo klasycznych wydań).

Rok temu pisałem że design butów Under Armour nie do końca mnie przekonuje – cóż, mamy tutaj swoiście modernistyczną myśl, że forma podąża za funkcją, co nie zmienia faktu, że może ciągle ich oferta jest dość wąska, za to stojąca na wysokim poziomie i kto wie, w jakim tempie będzie się to dalej rozwijać. Mam tylko cichą nadzieję, że zmieni się także ich polityka działań, że w Europie będzie szło kupić ich buty do gry…

Nie możemy zapomnieć i o markach ze wschodu – niewątpliwie Li-Ning po pozyskaniu Dwyane’a Wade’a sporo zyskało w kategorii rozgłosu – nie co się oszukiwać – gracz formatu All-Star, do tego lubujący się w modzie – szum medialny murowany. Oczywiście, nie milknął głosy o tym, że to tylko dla pieniędzy, lecz coraz więcej graczy decyduje się na kontrakt ze wschodnią marką i to nie tylko przez wzgląd ilości zer w umowie. Gracze dostają możliwość brania udziału w procesie projektowym, własne sygnowane modele, biorą udział w kampaniach reklamowych. Miniony rok przyniósł m.in. przejście Rajona Rondo do Anty, Tony Parkera do Peaka gdzie w obu przypadkach gracze dostali własne modele i znacznie lepszą promocję swojej osoby nie tyle w Stanach co na wielkim rynku chińskim, którego bagatelizować nie można. A, co też istotne – te modele to wcale nie są jakieś „chińskie trampki” lecz zbierają pochlebne recenzje za swoją grywalność – więc nie tylko marki zza oceanu potrafią zrobić dobry but do gry.

Było trochę ochów i achów, pora także spojrzeć na tą drugą stronę medalu. Co było złego? Standardowo ponarzekam na jakość – sorry, 6-7 stów za buty które wyglądają jak z tektury? Dziękuję, moje pieniądze przeznaczę na co innego, dla sentymentów mogę mieć obrazek na ścianie, a nie parę butów dla których najbezpieczniejszym miejscem będzie półka. Nie rozumiem części polityki marek, że nie wszystkie wydania trafiają na nasz rynek – nie mówię tutaj o jakiś ekskluzywnych kolorystykach, lecz o modelach które normalnie trafiają do obiegu za oceanem (czyli m.in. wspomniana kwestia UA i adidasa). Powrót Fili ograniczony tylko na USA…

Patrząc w przyszłość – ciągle się zastanawiam, w którą stronę to wszystko będzie zmierzać – czy da się te buty robić jeszcze lżejsze? Czy w ogóle tego potrzebujemy? Ile różnych wariantów da się zrobić z buta bazującego praktycznie na jednej warstwie materiału (czyli wszelakie Fuse’y itp)– czy może będzie bardziej szło w grafikę? Jest to kwestia które ciągle mnie zastawia, ile jeszcze Hyper-Crazy-coś-tam-coś-tam modeli ujrzymy i na ile będą one odświeżeniem tego co jest od dawna.

Jakoś wypadałoby to wszystko zebrać w całość, małą listę podsumowującą. W tym roku podzieliłbym to na wydania retro, bieżące performance’owe oraz kolorystyki, które najbardziej mi wpadły w oko, które udało bądź nie udało się zdobyć, lecz bez żadnego top5 itp., a więc poniższa kolejność niezobowiązująca.

Retro:

Reebok Kamikaze II, Shaqnosis, Shaq Attaq oraz Nike Zoom Flight The Glove – jako pierwsze wznowienia tych modeli od czasów ich pierwotnych edycji.

Air Jordan 1 „Royal” oraz „Bred” – osobiście nie udało mi się zaopatrzyć w żadną parę, choć nie pogardziłbym żadną z tych oryginalnych kolorystyk jako klasyk do codziennego użytku – całą resztę od JB odpuszczam.

Performance:

Air Jordan XX8 – mówcie co chcecie, ale chyba żadna inna marka nie mogłaby sobie pozwolić na takie posunięcie, czyli swoisty „concept car” a raczej shoe wprowadzony do produkcji.

Nike LeBron 11 – pomimo że samemu LeBronowi a raczej jego stopom nie w pełni się ten but wpasował od razu, to sprzedaż tego nie odczuła. Ciągle widzimy rozwój (szkoda tylko że cena tak winduje do góry) i coś co nie często mi się zdarza z modelem LeBrona – podobał mi się od razu gdy go ujrzałem.

Under Armour Spawn Anatomix – Stephen Curry gra w nich od początku sezonu i jeszcze nie skręcił kostki? Cud 😉 Im więcej o nim czytam, tym bardziej ich pożądam. Lubie jak mniejszy gracz trochę uciera nosa temu większemu. Mam nadzieje że to początek udanej drogi dla UA.

Kolorystyki:

Nike Air Max Hyperposite „Acrtic Green” – ten model ciągle bardzo mi się podoba, ciągle go widzę u siebie 😉

Nike Kobe 8 „Pit Viper” / „Sparks” / „Easter” – tą pierwszą nawet udało mi się zdobyć, niemniej to są te wydania ósmego modelu Bryanta, które najbardziej wpadły mi w oko

Nike Kobe „Prelude Pack” – chce wszystko. Komu dać dane wysyłkowe?

Sneakersnstuff x Reebok Question – Burgundy/Aqua; Nike Zoom Hyperflight „Tiger”; Nike Air Foamposite One „Whiteout” – tyle z nowych kolorystyk na dawnych modelach, którymi bym nie wzgardził w swoich zbiorach

Na tematy poza koszykarskie mógłbym napisać oddzielny artykuł (a inne osoby zaproszone do napisania podsumowana zapewne rozwiną te kwestie) – bo co jak co, lecz w kategorii wydań retro biegówek ten rok należał do Asicsa (trafione kolorystyki które wylądowały w naszych sklepach, kolejne mocne kolaboracje z Ronnie Fiegiem i nie tylko – tylko pytanie ile na tym schemacie można pociągnąć?). New Balance dla mnie w tym roku był trochę sinusoidą – raz lepiej, raz gorzej, niemniej na pewno marka w kraju zyskała sporo na popularności i odsetek ludzi nie wiedzących co to za „N” z boku buta znacząco zmalał. Gdzieś za rogiem czają się takie marki jak Puma czy Kangaroos, które także w tym roku odkurzyły swoje dawne modele, współpracowały z innymi markami nad specjalnymi kolorystykami. No dobra, skończę już ten wywód, o tych wydaniach raczej nie piszę na łamach butologii stąd poprzestanę w tym miejscu 😉

Mam nadzieję, że rok 2014 przyniesie nam dalszy rozwój u wszystkich producentów – rynek nie może być zdominowany przez jeden koncern, a na zdrowej rywalizacji korzystają tylko klienci, kiedy to marki prześcigają się, aby zaoferować im jak najlepszy produkt.

Dodaj komentarz